Czarny czwartek (1929)

819
Czarny czwartek

Czarny czwartek – krach na giełdzie Wall Street

Czarny czwartek – 24 października 1929 roku, dzień, w którym ceny akcji notowanych na Nowojorskiej Giełdzie Papierów Wartościowych(ang. New York Stock Exchange) gwałtownie spadły, co obecnie uznawane jest za jeden z objawów rozpoczynającego się Wielkiego Kryzysu.

Tło historyczne

Szalone lata dwudzieste skończyły się katastrofą. Gdy bańka inwestycyjna z Wall Street pękła, amerykańskie społeczeństwo bardzo boleśnie przekonało się, że ich bogactwo było jedynie mrzonką i nic nieznaczącym zapisem na papierze.

Na początku lat 20. XX wieku obywatele USA zachłysnęli się konsumpcjonizmem, co wkrótce miało się odbić bolesną czkawką całemu światu. Beztroskie i bezrefleksyjne podejście do mechanizmów rynkowych – zarówno ze strony zwykłych obywateli, jak i gospodarczych decydentów – doprowadziły do wielkiego kryzysu. Jeden dzień, który do historii przeszedł jako Czarny Czwartek, nauczył Amerykanów, że po latach tłustych muszą przyjść i chude.

Zaślepieni przez prosperity

Tuż po I wojnie światowej wielu Amerykanów z nadzieją spoglądało w przyszłość. Mieli ku temu powody, gdyż ich ojczyzna w wyniku przetasowań na arenie międzynarodowej stała się niezwykle ważnym graczem. Amerykańskie inwestycje pozwoliły przezwyciężyć powojenny kryzys w Europie, jednocześnie uzależniając sytuację na Starym Kontynencie od tego, co działo się za Atlantykiem. USA zaczęły się bogacić, a wraz z nimi ich społeczeństwo. To właśnie w tamtym czasie wykształcił się model społeczeństwa konsumpcyjnego, w którym wolne środki przeznaczano na zakup dóbr, usług oraz rozrywki. Jedna z ówczesnych gazet stwierdziła nawet, iż Amerykanin dla władz nie jest już ważny jako obywatel, a jako konsument.

Hasło „bogaćmy się” nie było wówczas jedynie pustym sloganem. W latach 1919-1929 w USA średni dochód na mieszkańca wzrósł aż o 30 proc. Jednocześnie obniżono podatki, dzięki czemu obywatele byli w stanie zgromadzić spore oszczędności. Co z nimi zrobić? Recepta władz była prosta – wydać. Nawet sam prezydent Hoover podczas swojej kampanii wyborczej optymistycznie obiecywał Amerykanom „kurczaka w każdym garnku i samochód w każdym garażu”. Cały kraj ogarnęła mania wydawania pieniędzy. Koniunktura napędzała się sama.

Bogactwo na kredyt

Każdy chciał żyć dostatnio, jednak nie każdy posiadał na to fundusze. W takich wypadkach z pomocą chętnie przychodziły banki, które zaczęły oferować swoim klientom łatwe do uzyskania systemy kredytów lub rat. Dzięki nim dobra uznawane za luksusowe – takie jak zegarki, auta, radia czy też telefony – mogły znaleźć się niemal w każdym gospodarstwie domowym. W bardzo krótkim czasie liczba zarejestrowanych samochodów wzrosła z 2,5 mln do 26 mln, a poziom życia widocznie się poprawił. Niewiele osób analizowało wydatki, kredyty i ich konsekwencje. Liczono, że łatwo zaciągnięte pożyczki będzie można spłacić w równie prosty sposób.

Gdy wyposażono już domy we wszystkie pożądane dobra, pieniądze zaczęto inwestować w akcje. Lata 20. to czas, kiedy Amerykanie zachłysnęli się giełdą. Był to nie tylko klucz do wzbogacenia się, ale również modna rozrywka. W wielu hotelach i zajazdach montowano nawet specjalne telegrafy przekazujące bieżące notowania.

Wizja fortuny zdobytej na Wall Street rozpalała wyobraźnię milionów ludzi. I tak na przykład jeśli ktoś w 1921 roku zainwestował w General Motos 25 tys. dolarów, 8 lat później był już milionerem. Akcje kupowali wszyscy i w zasadzie mało kto na tym tracił.

Bardzo powszechne stało się tzw. „buying on margin” – sposób inwestowania polegający na zakupie akcji za pożyczone pieniądze z nadzieją, że zysk pokryje ich koszt. Domy maklerskie chętnie udzielały kredytów na zakup akcji, pobierając jedynie 10 proc. marży na poczet „kosztów operacyjnych”. W pewnym momencie giełdowe ceny zupełnie oderwały się od rzeczywistości, a akcje posiadane przez Amerykanów miały coraz mniejsze pokrycie w realnej walucie. Społeczeństwo w latach 20. inwestowało w znacznej mierze pieniądze, których nie posiadało. Z każdych dziesięciu pożyczonych dolarów cztery trafiały na giełdę. W ten sposób niebezpiecznie wzrastała bańka inwestycyjna.

Wybudzenie z amerykańskiego snu

Amerykanie prowadzili bardzo ryzykowną grę, która sprawiła, że wartość konsumpcji, inwestycji oraz zaciągniętych pożyczek znacząco przekroczyła realną wartość gospodarki. Specjaliści powoli zaczynali zdawać sobie sprawę z faktu, iż moment, w którym ktoś powie „sprawdzam”, będzie wyjątkowo bolesny. FED (System Rezerwy Federalnej) próbował ostudzić rynek, dwukrotnie podnosząc stopy procentowe w 1928 i w 1929 roku. Jednak nie przyniosło to oczekiwanych efektów. Sądny dzień nastąpił 24 października 1929 roku. Data ta przeszła do historii jako Czarny Czwartek i może być określana jako moment, w którym amerykański sen zamienił się w prawdziwy koszmar.

O tym dlaczego krach nastąpił akurat 24 października, ekonomiści dyskutują po dziś dzień, nie znajdując jednoznacznej przyczyny. Pewnym jest, iż to właśnie wtedy notowania giełdowe zaczęły gwałtownie spadać, co wywołało prawdziwą panikę wśród osób posiadających akcje. Sprzedawano wszystko, natomiast nikt nie chciał kupować. W ciągu zaledwie jednego dnia w obrocie znalazło się ponad 12,8 mln akcji, przy czym zazwyczaj ruch ten był trzykrotnie mniejszy. Akcje zaczęły dramatycznie tracić na wartości, a wraz z nimi topniały fortuny zdobywane na Wall Street. Za akcje, które przed Czarnym Czwartkiem były warte 100 tys. dolarów, teraz oferowano jednego dolara.

Bardzo szybko rozpoczął się również tzw. „bieg na banki” – ludzie masowo wyciągali swoje depozyty z wszelkich instytucji finansowych, próbując ocalić chociaż resztki oszczędności. W ten sposób część banków stała się niewypłacalna. Po pewnym czasie zaczęto żądać od kredytobiorców spłaty przynajmniej części zobowiązań. Kto nie był w stanie tego zrobić, tracił wszystko, a bank zajmował jego własność. Niestety, znalezienie chętnych na ich kupno graniczyło z cudem. Krach na giełdzie oznaczał katastrofę dla wielu przedsiębiorstw, których wartość w ciągu kilku lat spadła o blisko 90 proc. Szacuje się również, iż w ciągu zaledwie trzech lat upadła jedna trzecia banków. Zrozpaczeni finansiści popełniali samobójstwa w zaciszu swoich gabinetów, a zdezorientowane społeczeństwo rozpaczliwie poszukiwało sposobu, by uchronić się przed bankructwem.

Koszmar Wielkiego Kryzysu

W efekcie krachu giełdowego ludzie masowo tracili majątki i pracę. Szacuje się, że bez zatrudnienia znalazła się ok. jedna trzecia robotników. Ponieważ nie wypłacano wówczas zasiłków dla bezrobotnych, 15 mln dorosłych Amerykanów znalazło się bez środków do życia. Zarobki tych, którym udało się zachować pracę, spadły niemal o połowę, podobnie jak PKB. Gospodarka wpadła w błędne koło – obywatele nie mieli pieniędzy, więc nie kupowali nowych produktów, ze względu na niski popyt ocalałe firmy nie produkowały i nie zatrudniały nowych osób. Kryzys objął wszystkie gałęzie gospodarki i wywołał w społeczeństwie gigantyczną frustrację, pociągającą za sobą falę protestów.

Kryzys pokazał, iż świat jest systemem naczyń połączonych. W tarapatach znalazły się niemal wszystkie państwa świata, a szczególnie zaś te, które były powiązane finansowo z USA. Najdobitniej wskazuje to wolumen światowego handlu, który w 1929 roku wynosił 3 mld dolarów, natomiast w 1933 zaledwie 1 mld. W całym kapitalistycznym świecie drastycznie wzrósł poziom ubóstwa i bezrobocia. Z największymi problemami borykały się kraje, gdzie rolnictwo miało znaczy udział w gospodarce. W tym gronie znalazła się również Polska, do której kryzys na dobre zawitał w 1933 roku. Wiele osób straciło zaufanie do kapitalizmu oraz systemu demokratycznego, co otworzyło furtkę dla populistów i dyktatorów. Po dziś dzień skutki Wielkiego Kryzysu wskazuje się jako jeden z powodów dojścia do władzy Hitlera.

Walki z recesją podjął się wybrany w 1933 roku prezydent USA Franklin Delano Roosevelt. Jego administracja wprowadziła kompleksowy pakiet reform, mający uzdrowić amerykańską gospodarkę. New Deal (Nowy Ład) zakładał możliwość ingerencji państwa w gospodarkę, stosunki między pracodawcami i pracownikami oraz stworzenie systemu zabezpieczeń dla osób bezrobotnych i emerytów. Państwowy interwencjonizm nie zniwelował zupełnie skutków kryzysu, jednak pozwolił uspokoić nastroje społeczne. Aby ostatecznie otrząsnąć się po krachu z 1929 roku, amerykańska gospodarka potrzebowała aż 10 lat, natomiast strach i nieufność pozostały w amerykańskim społeczeństwie na dłużej.

Sytuacja w innych krajach

W Europie krach spowodował głównie konflikty polityczne, co skutecznie blokowało próby walki z kryzysem. W Wielkiej Brytanii powołano Narodową Koalicję, która wprowadzała program podobny do amerykańskiego. Francja borykała się z kryzysem Trzeciej Republiki, a w Niemczech wprowadzano roboty publiczne na szeroką skalę. W Polsce próbowano ustabilizować walutę poprzez ostrożną politykę deflacyjną.