Dlaczego tracimy pieniądze na giełdzie?

60
korekta giełda forex

Dlaczego tracimy pieniądze na giełdzie?

Rynek kapitałowy fascynuje. Nie jeden inwestor startując praktycznie od zera na handlu akcjami zbił fortunę, nie jeden ją stracił. Ale czy w istocie przeciętny inwestor zawsze traci?

Niestety, wyniki ostatnio przeprowadzonych przez nas badań pokazują, że ponad jedna trzecia inwestorów poniosła straty. Kolejna jedna trzecia osiągnęła zyski, które nie przekraczały dziesięciu procent. Dlaczego tak się dzieje, że liczba inwestorów, którzy rzeczywiście realizują ogromne zyski na rynku kapitałowym jest tak mała? Najczęściej wynika to z błędów behawioralnych i źle dobranego portfela inwestycyjnego.

Decydując się na pomnażanie swoich pieniędzy na giełdzie często drżymy ze strachu, gdy widzimy spadające indeksy giełdowe. Z drugiej strony cieszymy się, gdy indeksy idą do góry. Wtedy właśnie zapominamy o najważniejszej zasadzie inwestycyjnej, czyli że w inwestowaniu na rynkach kapitałowych powinniśmy przyjmować perspektywę długoterminową. Dlatego żadne zmiany na giełdzie, będące reakcją na bieżące wydarzenia (np. Brexit) nie powinny wpływać na nasze decyzje inwestycyjne. Tylko w ten sposób możemy ograniczyć nasze ryzyko inwestycyjne. Piszemy o tym szczególnie teraz, gdyż media będą nawoływały do podjęcia różnych decyzji, w zależności od postępującej sytuacji (albo sprzedaży papierów wartościowych albo inwestowania na giełdzie). Dlaczego tak się dzieje, że zapominamy o patrzeniu na inwestycje w długim terminie?

Jesteśmy w stanie przewidzieć, jak się zachowasz

Początkującemu entuzjaście rynków finansowych inwestowanie często kojarzy się ze żmudnymi analizami, skomplikowanymi wykresami oraz informacjami, z których każda może mieć wpływ na zachowanie ceny. Zaczyna zatem robić to, co jego zdaniem robi każdy profesjonalny inwestor – czyta, analizuje, aż wreszcie podejmuje swoją pierwszą decyzję.

Emocje biorą górę!

Nasz początkujący inwestor jest pełen optymizmu. Gdy cena obiera kierunek, zgodny z jego założeniem, zaczyna odczuwać pozytywne emocje oraz radość z podjętej decyzji. Po pewnym czasie dociera do punktu euforii – miejsca, w którym szanse na racjonalne myślenie są najmniejsze. W tym momencie zadowolenie z siebie i chęć zarobienia jeszcze więcej biorą górę, utrudniając mu korzystne zamknięcie transakcji. Gdy cena zaczyna zawracać, inwestor ignoruje ten sygnał – wierząc, że to tylko chwilowa korekta. Spadki stają się coraz większe, a emocje jakie przepełniają naszego bohatera są zupełnym przeciwieństwem tego, co odczuwał dotychczas. W momencie, gdy osiągnięta strata staje się za trudna do zaakceptowania inwestor zamyka transakcję, bojąc się utraty jeszcze większej części kapitału. Wkrótce cena zaczyna iść w górę, a inwestor obserwując wykres z boku żałuje podjętej decyzji.

Jak się przed tym ustrzec?

Należy zapamiętać jedną z najważniejszych zasad inwestowania, że emocje nie są sprzymierzeńcem dobrych decyzji inwestycyjnych. Decyzje pod wpływem emocji często kończą się stratą a my decydujemy się zakończyć naszą przygodę z inwestowaniem. Sytuacja może być odwrotna, jeżeli stworzymy odpowiedni portfel, który będzie odzwierciedlał nasze preferencje inwestycyjne i tolerancję ryzyka. Ryzyko w inwestycjach jest bardzo ważne, dlatego warto je najpierw zmierzyć zanim zaczniemy inwestować nasze pieniądze. Jak?Na przykład za pomocą Ryzkometru inwestycyjnego, który mierzy ryzyko inwestora. Bierze pod uwagę zarówno cechy obiektywne, jak: wiek, płeć, czy okres na jaki chcemy lokować oszczędności, ale również cechy osobowe, takie jak: awersję do ryzyka, znajomość rynków finansowych itp.

Odpowiednio dobrany portfel inwestycyjny spowoduje, że nie będziemy reagować emocjonalnie na zachowania rynków finansowych. Co więcej, skorygujemy błędy popełniane przez innych inwestorów, tym samym zwiększając swoje szanse na znalezienia się w grupie osób realizujących znaczące zyski na giełdzie. Przy takim podejściu możemy spać spokojnie i nie martwić się krótkotrwałymi zmianami na rynkach.

Aneta Hryckiewicz – jest profesorem finansów w Akademii Leona Koźmińskiego oraz redaktorem blogu „Polska Oszczędza”.