Fenomen gorącej ręki

68
zakłady bukmacherskie - bukmacher

Fenomen gorącej ręki

Termin „gorąca ręka” wywodzi się z koszykówki, gdzie szansa gracza na trafienie z rzutu wolnego uważana jest za wyższą wtedy, gdy poprzednio zaliczył trafienie do kosza, a nie pudło. W zakładach sportowych używamy tego terminu w odniesieniu do osoby, która ciągle wygrywa. Czy jednak ta tajemnicza „gorąca ręka” ma jakieś podstawy naukowe?

Badania przeprowadzone przez Juemin Xu i Nigela Harveya na University College London koncentrowały się właśnie na tym fenomenie i w ramach nich zbadano historię zakładów ponad 700 graczy, którzy umieścili łącznie 565, 915 zakładów w roku 2010.

Gdy szczęście puka do drzwi

Badacze sprawdzali zjawisko serii wygranych w zakładach, oceniając prawdopodobieństwo wygrania po różnej liczbie poprzednich zwycięstw.

W pierwszej próbie losowej prawdopodobieństwo wygranej wynosiło 0,48. Po sprawdzeniu pierwszego zakładu tych samych grających, prawdopodobieństwo wygrania kolejnego zakładu wynosiło 0,49. Dla porównania, prawdopodobieństwo wygrania u tych, którzy przegrali poprzedni zakład, wyniosło 0,47.

Dopiero po zbadaniu grających o dwóch kolejnych zwycięstwach zaczęto tworzyć pewien wzorzec. Prawdopodobieństwo wygrania trzeciego zakładu wzrosło aż do 0,57, tymczasem obstawiający, którzy nie mieli dobrej passy, stawali tutaj przed szansą na wygraną wynoszącą 0,45.

I dalej, sprawdzenie wyniku kolejnego zakładu dla tych, którzy mieli trzy wygrane pod rząd, dało prawdopodobieństwo czwartej wygranej znów na wyższym poziomie: 0,67. Typujący, którzy nie mieli takiego szczęścia, mieli szansę na wygraną jedynie 0,45.

Procedura powtarzała się, czyli grający z serią pięciu zwycięstw zyskiwali szansę 0,72, natomiast przegrywający w poprzednim zakładzie – 0,45.

“Ze statystycznego punktu widzenia, regularnie powtarzające się wyniki są niezależne od siebie.”

Sprawdzenie kolejnych zakładów wykazało dalsze zwiększenie prawdopodobieństwa wygrywania grających o sześciu wygranych pod rząd 0,75. Szansa wygrania zakładu u osób z mniejszym szczęściem wynosiła tylko 0,46.

I na koniec, grający z serią sześciu zwycięstw, ponownie mieli większe szanse na kolejne zwycięstwo: 0,76, przy szansie na wygraną tych, którzy nie wygrali w poprzedniej rundzie, wynoszącej 0,47.

Czy pech przyciąga pecha?

W drugiej fazie naukowcy skupili się na serii przegranych. Szansa wygrania zakładu po przegranym wynosiła 0,47, spadając do 0,40 po dwóch kolejnych przegranych. Powtarzając tę samą zasadę, stwierdzono, że przegranie trzech zakładów z rzędu miało prawdopodobieństwo tylko 0,32. Idąc dalej stwierdzono, iż prawdopodobieństwo wygrania po pięciu, sześciu i siedmiu przegranych zakładach z rzędu wynosiło kolejno 0,27, 0,25 i 0,23.

Dane silnie wskazywały na istnienie efektu „gorącej ręki” w zakładach, ale czy to prawda, że grający z długą serią zwycięstw mają zawsze większe szczęście, czy też może istnieje jakieś inne wyjaśnienie za tą fasadą logiki?

Czy pech przyciąga pecha

Skryty winowajca

Ze statystycznego punktu widzenia, regularnie powtarzające się wyniki są niezależne od siebie. Zastanawiające jest więc to, że Xu i Harvey znaleźli dowód na istnienie efektu „gorącej ręki”.

W kolejnym eksperymencie skoncentrowali się tym razem na tym, jak wynik zakładu wpływał na szanse kolejnego zakładu. W pierwszej fazie, średni poziom wybranych kursów dla wszystkich graczy wynosił 7,72. Po pierwszym zakładzie zaobserwowano znaczne zmiany.

Zwycięzcy zwykle stawiali niższe stawki, zatem średni kurs spadał do 3,60. W miarę jak seria zwycięstw trwała, utrzymywała się też skłonność do mniej ryzykownych zakładów.

“Eksperyment ten dowiódł, że wierząc w paradoks hazardzisty, gracze wpływali na własny los.”

Coś dokładnie odwrotnego zaobserwowano u przegrywających. Ci, którzy zaliczali kolejne przegrane, stawiali na bardziej ryzykowne zakłady. Po sześciu wygranych z rzędu, średni kurs spadł do 0,85, w odróżnieniu od 17,07 u tych, którzy sześć razy z rzędu przegrali.

Eksperyment ten wykazał, że wiara w paradoks hazardzisty sprawia, że grający tworzą własny los. Zwycięzcy bali się utraty szczęścia, wybierali zatem bezpieczniejsze zakłady. Bojąc się większego ryzyka, zwiększali przez to swoje szanse wygrania. Tymczasem przegrywający woleli stawiać na zakłady obarczone większym ryzykiem, wierząc, że wysoka wygrana czeka tuż za rogiem, a zatem narażali się na większą szansę na przegraną.

Ostateczny miernik sukcesu w zakładach

Pytaniem za milion dolarów oczywiście pozostaje, czy gracze z serią wygranych mają lepszy wynik niż inni. Porównując ogólne zwroty z zakładów tych, którzy mieli przynajmniej jeden ciąg sześciu zwycięstw z rzędu do tych, którzy nie mieli takiego szczęścia, wychodzi na to, że ci drudzy mieli nieco lepszy wynik. Gracze z ciągiem zwycięstw mieli średnią stratę 1.0078 GBP za każdego postawionego funta, natomiast gracze z drugiej grupy: 1.0077 GBP.

Niezależnie zatem od tego, czy należysz do tych, którzy wygrywają seriami, czy nie, mamy jedną radę: nie ufaj sobie za bardzo.