Inwestowanie w indeksy giełdowe

90

Testując rozmaite wskaźniki makroekonomiczne natrafiłem na publikowany przez organizację OECD (Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju) indeks wskaźników wyprzedzających CLI (Composite Leading Indicators). W odróżnieniu od poprzednio opisywanego indeksu instytutu IFO, jest on wypadkową wielu danych na temat stanu gospodarki, a w połączeniu z pewną hipotezą jaką postawiłem na temat rynku akcji, daje on całkiem przyjemne rezultaty.

Zacznę może najpierw od mojej teorii. Wszyscy wiemy, że od dawna Stany Zjednoczone rozdają karty w światowej gospodarce. Jeśli w Stanach dobrze się dzieje – na giełdach w innych krajach obserwujemy wzrosty, natomiast jak coś w Stanach wydarzy się złego – notowania w innych krajach również spadają. Dlatego doszedłem do wniosku, że jeśli mam podejmować decyzje o wejściu bądź wyjściu z rynku akcji za pomocą danych makroekonomicznych, najlepiej będzie jeśli skupię się na danych z USA – w końcu to one są głównym graczem. Symulację na danych historycznych przeprowadziłem oczywiście na rynku amerykańskim – wybór padł na główny indeks USA, S&P 500. Wyniki były o wiele lepsze niż w poprzedniej symulacji, gdzie sygnałem do otwarcia i zamknięcia pozycji było kształtowanie się trendu ma indeksie instytutu IFO, który poddałem matematycznej obróbce w celu wygładzenia jego wykresu.

W odróżnieniu od indeksu IFO, indeks CLI nie wymagał matematycznej obróbki. O ile ten pierwszy podczas niejednoznacznej sytuacji gospodarczej raz rósł, raz malał, przez co miałbym całą masę błędnych sygnałów i trzeba było najpierw przekształcić go do postaci średniej kroczącej, żeby pozbyć się tego szumu, to przy indeksie CLI w ogóle nie było to potrzebne. Mało tego, gdy przekształciłem go do postaci średniej kroczącej, wtedy działał on o wiele gorzej niż w niezmienionej formie! Jeszcze tak dla formalności wspomnę, że indeks CLI jest publikowany z miesięcznym opóźnieniem (czyli wynik za styczeń poznamy na początku marca).

Strategię testowałem na takich samych zasadach co poprzednio, czyli mamy dwa warianty. W pierwszym zajmujemy długą pozycję, kiedy ostatnia wartość indeksu jest wyższa od poprzedniej i zamykamy, kiedy ostatnia jego wartość jest mniejsza od poprzedniej. Kiedy indeks maleje, jesteśmy poza rynkiem. W drugim wariancie długie pozycje zajmujemy tak jak poprzednio, a kiedy indeks maleje sprzedajemy go na krótko. Przedstawiłem także wyniki strategii „kup i trzymaj”. Test obejmuje okres od grudnia 1992 r. Poszczególne warianty dały następujące wyniki: buy and hold 8,23% rocznie, zajmowanie tylko pozycji długich 9,79% rocznie, zajmowanie pozycji długich i krótkich 10,99% rocznie. Przedstawia to poniższy wykres.

index usa

Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że najlepiej jest stosować wariant z zajmowaniem pozycji długich i krótkich, bo te „marne” 2,8% różnicy daje w ostatecznym rozrachunku całkiem sporą przewagę ale jeśli zagłębimy się bardziej w wyniki, zauważymy coś jeszcze. Jedna jak i druga strategia miała stosunkowo niskie obsunięcia kapitału w porównaniu do buy and hold ale w strategii zajmowania tylko pozycji długich zawarlibyśmy w ciągu tych 22 lat 11 transakcji, z czego aż 10 okazałoby się zyskownych! Natomiast w wariancie z pozycjami długimi i krótkimi zawarlibyśmy 23 transakcje, z czego tylko 15 z nich byłyby zyskowne, a przewaga nad dwiema poprzednimi strategiami jest wynikiem zaledwie 5 transakcji krótkiej sprzedaży (pozostałe 7 byłyby stratne).

Pytanie, czy dalibyśmy radę psychicznie wytrzymać te stratne transakcje licząc na wyższy zysk, czy jednak wolelibyśmy zadowolić się mniej zyskowną strategią zawierania tylko długich pozycji, której skuteczność jest o wiele wyższa (procentowo: strategia „Long” miała skuteczność 90,9% zyskownych transakcji, strategia „Long & Short” miała skuteczność 65,22% zyskownych transakcji)? Poza tym jedna jak i druga strategia jak już wspominałem, miała niższe w porównaniu do „Kup i trzymaj” zjazdy kapitału, a strategia „Long” dodatkowo charakteryzuje się wysokim odsetkiem zyskownych transakcji, więc warto by było przeprowadzić test, jakie wyniki przyniosła by, gdyby transakcji nie dokonywałoby się np. na ETF na S&P 500 tylko na np. kontrakcie terminowym wykorzystując różną wielkość dźwigni finansowej.