Poradnik dla naprawdę początkujących: Jak zacząć inwestować na giełdzie

inwestycje giełdowe

1209

W czasach kiedy zyski z lokat bankowych zmniejszają się do symbolicznych kwot, rośnie zainteresowanie giełdą. Może na niej pomnożymy nasze oszczędności? Pomysł zacny, ale też ryzykowny. Handel akcjami to nie jest łatwa zabawa dla każdego.

Kto w połowie lutego zamiast na trzymiesięczną lokatę bankową wpłacił 10 tys. zł na rachunek maklerski i kupił akcje internetowego sprzedawcy opon Oponeo.pl, ten dzisiaj może cieszyć się blisko 50-proc. zyskiem, czyli ma już prawie 15 tys. zł. O takich zyskach z lokat można teraz co najwyżej pomarzyć.

Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie (GPW) jest jedynym miejscem poza kasynem i punktami Lotto, gdzie Kowalski może legalnie i dość szybko pomnożyć swój majątek.

Sprawdź brokera u którego będziesz mógł handlować akcajmi, towarami, surowcami  i walutami

Niestety, jest też miejscem, gdzie równie szybko można roztrwonić oszczędności życia. Kto np. trzy miesiące temu wyłożył 10 tys. zł na kupno akcji Orco Property Group, dewelopera, który zbudował w Warszawie efektowny apartamentowiec zaprojektowany przez Daniela Libeskinda, pluje sobie dzisiaj w brodę. Stracił ponad 60 proc. zainwestowanej kwoty, czyli w trzy miesiące pozbył się 6 tys. zł.

Wnioski z powyższej wyliczanki, którą jeszcze długo można kontynuować, są dość oczywiste. Na giełdzie faktycznie można dużo zarobić, ale nie dane to jest każdemu. Dobrze zarabiają nieliczni, ci, którzy wiedzą, jak to robić. Konsekwentnie przestrzegają kluczowych reguł inwestowania, mają do tego stalowe nerwy i czasami łut szczęścia.

I jeszcze jedno. Inwestowanie i jego nauka wymagają czasu.

Po co istnieje giełda?

GPW jest, obok banków, jednym z najważniejszych dostawców kapitału dla działających w Polsce firm – zarówno wielkich, jak np. Orlen, jak i całkiem małych. Zamiast iść do banku po kredyt na rozwój, właściciele firmy decydują, że wprowadzą ją na giełdę, czyli sprzedają część lub wszystkie udziały (akcje). Czasami takim sprzedającym właścicielem jest państwo, kiedy ogłasza prywatyzację spółki skarbu państwa poprzez giełdę. W ubiegłym roku na głównym rynku naszej giełdy sprzedano nowe akcje o łącznej wartości ponad 7,75 mld zł. Tyle wydali inwestorzy na kupno między innymi papierów Energi, PKP Cargo czy Newagu. Znalezienie takich pieniędzy gdzie indziej byłoby trudne. Inwestorzy stają się współwłaścicielami firmy poprzez niewielkie cegiełki w postaci akcji.

Giełda nie tylko dostarcza kapitału, ale jest też cennym źródłem informacji o stanie polskiej gospodarki. Często jest używana jak ekonomiczna prognoza pogody. Jeśli główne indeksy giełdowe przez dłuższy czas spadają, oznacza to, że najpewniej idzie spowolnienie, a gdy rosną, to można liczyć na to, że niedługo biznesy w kraju będą kwitnąć. Czym są indeksy giełdowe? Jest kilka, weźmy na przykład WIG30 – to akcje 30 największych spółek na giełdzie zebrane w jeden wskaźnik, taką jedną wirtualną akcję, której kurs można śledzić – a tym samym mieć pojęcie, jak radzi sobie wszystkie 30 spółek razem wziętych.

Firma, która weszła na giełdę, ma więcej obowiązków niż zwykła spółka. Musi się spowiadać ze swojej działalności, czyli składać raporty (co kwartał), żeby ludzie, którzy kupili jej akcje, mniej więcej wiedzieli, co się dzieje w firmie, której są współwłaścicielami jako posiadacze akcji. Pilnuje tego Komisja Nadzoru Finansowego. Dzięki GPW nasz biznes – przynajmniej ten obecny na rynku publicznym – jest bardziej przejrzysty.

Wielu z nas jest inwestorami giełdowymi i może o tym nawet nie wiedzieć. Jak to możliwe? Towarzystwa ubezpieczeniowe i fundusze emerytalne inwestują pieniądze swoich klientów właśnie na giełdzie.

Czym można handlować?

Przede wszystkim akcjami. Możemy za pośrednictwem biura maklerskiego – inaczej się nie da – kupować akcje od innych inwestorów w celu ich późniejszej sprzedaży.

Na akcjach możemy zarobić, sprzedając je później drożej, ale nie jest to w ich wypadku jedyne źródło zysku. Niektóre firmy wypłacają dywidendę, a więc część swojego rocznego zysku, ich właścicielom, czyli posiadaczom akcji. Taką decyzję podjęło np. walne zgromadzenie akcjonariuszy PKP Cargo kilka dni temu. Każdy, kto 20 maja będzie posiadał akcje spółki, 4 czerwca dostanie 3,07 zł za każdą posiadaną akcję. Nie musiał ich sprzedawać.

Na giełdzie można również handlować certyfikatami inwestycyjnymi. Są to papiery wartościowe powiązane ściśle z ceną np. niektórych surowców lub zagranicznych indeksów giełdowych. Zamiast kupować w celach inwestycyjnych np. złoto u jubilera i trzymać je w sejfie, by potem mu je sprzedać, można kupić certyfikat inwestycyjny na złoto. Tak jest bezpieczniej i korzystniej – mniejsza jest różnica pomiędzy ceną zakupu i sprzedaży.

Na warszawskiej giełdzie możemy również kupować i sprzedawać obligacje, a więc papiery wartościowe, w których spółki, samorządy lub państwo zobowiązują się w określonym czasie oddać nam pożyczone pieniądze razem z ustalonymi wcześniej odsetkami. To trochę tak, jakbyśmy zamienili się w mały bank.

Prawdziwą jazdę bez trzymanki – a więc inwestowanie obarczone bardzo wysokim ryzykiem – zapewniają z kolei kontrakty terminowe, a więc upraszczając zakłady finansowe, ile wyniesie kurs jakiegoś indeksu lub spółki. Są one wspierane poprzez dźwignię finansową, co powoduje, że w ciągu jednego dnia można bardzo dużo zarobić albo bardzo dużo stracić – nawet większą część zainwestowanej kwoty. To diabelnie ryzykowny produkt dla zaawansowanych inwestorów.

Powyższa lista nie wyczerpuje wszystkich instrumentów finansowych, którymi można handlować na giełdzie, ale dla potrzeb naszego poradnika giełdowego źółtodzioba na tym poprzestańmy.

Samodzielnie czy przez fundusz?

Przeciętny człowiek może na giełdzie inwestować samodzielnie lub poprzez fundusz akcji. Obydwie techniki mają swoje wady i zalety.
W wypadku inwestowania poprzez fundusz akcji nie my decydujemy, które spółki kupić, tylko zarządzający funduszem – zwykle jest to co najmniej przyzwoitej klasy ekspert. To zwalnia nas z obowiązku samodzielnego ślęczenia nad notowaniami oraz informacjami z branży, w której działają nasze spółki. Nie musimy studiować raportów czy analizować wykresów. Zamiast akcji kupujemy jednostki funduszu akcji – do wyboru są ich dziesiątki – i już. Eksperci od akcji pracują za nas.

Jednak oczywiście nic za darmo. Płacimy funduszom opłaty za zarządzanie (kilka procent zainwestowanych pieniędzy rocznie), czasem dodatkową prowizję od zysku, bywa też, że kupno jednostek funduszu obarczone jest większą prowizją niż akcji.

Samodzielnie inwestując, wiemy, co mamy w portfelu. W wypadku funduszu akcji wpłacamy pieniądze do czarnego pudełka i nie bardzo wiemy, co zarządzający za to kupuje lub sprzedaje. Ponadto kiedy coś pójdzie nie tak – nie ma funduszy akcji, które non stop zarabiają – trudniej jest zakończyć inwestycję. Gdy inwestujemy samodzielnie, zajmuje to sekundy, w wypadku funduszu akcji nawet kilka dni.

Na funduszach też można stracić. Zarządzają nimi ludzie, którzy mogą się mylić, ale na pewno wiedzą o giełdzie więcej niż przeciętny Kowalski.

Zakładamy rachunek maklerski

Aby zostać samodzielnym inwestorem giełdowym, musisz założyć rachunek maklerski. Składa się on z dwóch subkont. Na pierwszym z nich przechowywane są wpłacone przez nas pieniądze na kupno akcji. Tu też wpłyną środki po przyszłej ich sprzedaży. Na drugim subkoncie przechowywane są posiadane przez nas papiery wartościowe.

Rachunek maklerski otworzymy w domu lub biurze maklerskim – funkcja jest ta sama, instytucje te różnią się zwykle tym, że dom maklerski jest instytucją samodzielną, a biuro maklerskie częścią większej instytucji, najczęściej banku. Rachunki maklerskie oferuje większość dużych i znanych banków.

Ich oferty nieco się różnią, np. wysokością prowizji od zawieranych transakcji. Wynosi ona zwykle w wypadku zleceń składanych przez internet 0,2–0,4 proc. wartości kupowanych lub sprzedawanych akcji. Domy i biura maklerskie różnią się też wysokością rocznej opłaty za utrzymanie rachunku (od zera do nawet kilkudziesięciu złotych) oraz jakością i liczbą dodatkowych usług. Wśród nich mogą być np. bezpłatne szkolenia dla początkujących inwestorów, rekomendacje tylko dla klientów biura lub biuletyny informacyjne.

Jak w tym morzu opcji na początku wybrać optymalne biuro? Na początek, kiedy wiadomo, że niewiele umiemy i nie zamierzamy inwestować znacznych kwot, najlepiej wybrać rachunek tani i może z takiego biura, które dość często wydaje rekomendacje – a więc wskazówki, które akcje kupić. Przed założeniem rachunku maklerskiego zwróćmy uwagę zarówno na koszty, jak i liczbę oferowanych przez biuro różnych serwisów informacyjnych. Sprawdźmy oferty kilku dużych instytucji w tym banku, z którego usług korzystamy. W tym ostatnim wypadku możemy liczyć na dodatkowe ulgi.

Samo zakładanie rachunku maklerskiego nieco różni się od otwarcia rachunku osobistego lub założenia lokaty bankowej.

Specjalna dyrektywa unijna – MiFID – określa szczegółowo, kto i jak może prowadzić oraz założyć rachunek maklerski. Jej twórcom chodziło o to, by inwestorzy, którzy sięgają po ryzykowne narzędzia finansowe, byli świadomi ryzyka, którego się podejmują. Będziemy więc musieli odpowiedzieć na kilka pytań dotyczących naszego doświadczenia w roli inwestora giełdowego.