Potoczne postrzeganie ryzyka, a rynek kapitałowy

204
kryzys, spadki, co dalej, załamanie gospodarcze, spadek,bessa

Skoro ryzyko od początku świata jest wpisane w jego porządek, potrafiliśmy sobie w drodze ewolucji przyswoić pewne wzorce zachowań. Musieliśmy nauczyć się radzić sobie z ryzykiem, bo inaczej nie przetrwalibyśmy – ewolucja skutecznie wyeliminowała z obiegu geny osobników przesadnie ryzykujących, jak i tych, którzy pozostawali zbyt ostrożni i woleli spokojną i bezpieczną śmierć głodową, niż ryzykowne wyjście z jaskini w celu polowania na mamuty.

Niestety, bardzo dużo spośród tego, czego przez tysiące lat nauczyła się ludzkość o ryzyku, jest całkowicie nieprzydatne na rynku kapitałowym i bywa przyczyną wielu problemów. Oto trzy z podstawowych, wykształconych ewolucyjnie błędów w postrzeganiu ryzyka i ich konsekwencje dla inwestorów.

Ryzykowne wydaje nam się to, czego nie znamy

Nasz przodek nie musiał wiedzieć, że dziwny stwór z błyszczącymi ślepiami i długimi zębami nazywa się tygrysem szablozęnym, (łac. Smilodon), by brać nogi za pas. I słusznie. W czasach nam wcześniejszych, gdy zasób wiedzy ludzkości był dość skąpy, lepiej było nie ryzykować i unikać tego co nieznane. (Ci którzy się odważyli, i którym się udało, przeszli do historii, że wspomnimy choćby Krzysztofa Kolumba.) Niestety, poziom ryzyka nie ma nic wspólnego z naszą wiedzą o nim. Podejmując ryzyko, o którym nie wiemy i tak je podejmujemy! Współczesny świat jest tak skomplikowany, że nikt nigdy nie będzie w stanie wiedzieć wszystkiego, a brak wiedzy łączy się z wrodzonym strachem przed nieznanym. Gdybyśmy zrobili ankietę i przepytali przypadkowo spotkanych ludzi, czy zgodzą się zażywać kwas 3-pirydylokarboksylowy i nikotynamid, z dużym prawdopodobieństwem większość by odmówiła. A te dwa związki to innymi słowy witamina B3. Niewiedza często prowadzi do nieracjonalnego strachu. Z tym samym mechanizmem starają się walczyć zwolennicy energii jądrowej lub żywności modyfikowanej genetycznie. Co to oznacza dla inwestorów? Skoro to, czego nie znamy, postrzegamy jako ryzykowne, to wszystko, co jest nam znane, wydaje się nam bezpieczniejsze. Przykładowo akcje spółki, której produkty doskonale znamy i widzimy na każdym rogu ulicy wydają nam się interesującą inwestycją. Ale przecież kondycja firmy nie zależy od tego, czy my ją znamy! Co więcej, nawet gdy danej spółce powodzi się znakomicie, to cena jej akcji może być zbyt wysoka w stosunku do realnej wartości! To nie znajomość bądź nieznajomość spółki powinna decydować o naszej inwestycji, ale chłodna, rzetelna analiza.

Ryzykowne wydaje nam się to, nad czym nie mamy kontroli

Każdy z nas siedział kiedyś na przednim siedzeniu pasażera w samochodzie osobowym prowadzonym przez kogoś innego. Wielu spośród nas zapewne pamięta, jak bardzo kurczowo trzymało się uchwytu nad fotelem i jak mocno wciskało nogi w podłogę, usiłując hamować zbyt ryzykowne, naszym zdaniem, manewry kierowcy. A kierowca w tym samym czasie spokojnie kontynuował jazdę, nie zważając na nerwowe ruchy pasażera. Kto miał rację i prawidłowo oceniał ryzyko? Prawdopodobnie prawda leży gdzieś po środku. Kierowca postrzegał ryzyko jako mniejsze niż w rzeczywistości, a pasażer jako większe.

To, czego nie jesteśmy w stanie kontrolować wydaje nam się ryzykowne – często znacznie bardziej niż to, czym sami sterujemy. Skoro bierzemy udział w ewolucyjnym wyścigu o przetrwanie, to sami lepiej zadbamy o moje geny. Niestety, często tylko wydaje nam się, że mamy nad czymś kontrolę. To złudzenie może być szczególnie bolesne na rynku kapitałowym. W czasie, gdy tak łatwo jest złożyć zlecenie kupna lub sprzedaży – przez telefon lub nawet przez Internet – zyskujemy poczucie pełnej kontroli nad naszymi inwestycjami. Przecież gdy będzie się działo coś złego, to szybko sprzedamy i po kłopocie. Nic bardziej mylnego. Jeżeli na rynku naprawdę źle się dzieje, to nawet najszybsze łącze internetowe nie uchroni nas przed stratami. Gdy większość chce sprzedawać, a jedynie nieliczni kupować, kursy lecą na łeb na szyję. Czas złożenia zlecenia nie ma większego znaczenia – bo w tym samym momencie wiele osób składa paniczne zlecenia sprzedaży i rynek traci płynność. (jest zbyt duża nierównowaga pomiędzy podażą a popytem). Poczucie złudnej kontroli może prowadzić do znacznych strat!

To co przynosi nam korzyści wydaje się mniej ryzykowne

Większość z nas korzysta z telefonów komórkowych. Wszyscy mamy do czynienia z konserwantami żywności. Te dwa „wynalazki” niewątpliwie przysporzyły ludzkości ogromnych korzyści. Czy ktoś z nas zastanawia się, jakie koszty wiążą się z ich stosowaniem? Ryzyko to cena, jaką płacimy za korzyści (więcej na ten temat w dalszej części tego rozdziału). Takie postrzeganie ryzyka może być szczególnie zgubne na rynku kapitałowym. Wielu inwestorów, obserwując rosnące ceny akcji, nabiera przekonania, że wciąż będą one rosły. Czasami mają rację, ale równie często okazuje się, że ceny przestają rosnąć i, o zgrozo, zaczynają spadać. Stare giełdowe powiedzenie mówi, że trend trwa do momentu, w którym się kończy. A zawsze kiedyś się kończy.

Co groźniejsze – basen czy pistolet?

Wyobraźmy sobie sytuację, że nasze dziecko wybiera się na noc do kolegi, którego rodzice posiadają w domu basen albo pistolet.

Co byśmy wybrali, stawiając na pierwszym miejscu bezpieczeństwo naszego dziecka? Co jest bardziej niebezpieczne – basen czy pistolet?

Odpowiadając na to pytanie, przywołujemy sobie wspomnienia miłych chwil spędzonych nad basenem. Po chwili przed oczyma stają nam nagłaśniane przez media wydarzenia. „Dziecko postrzeliło się z broni rodziców!” Przypominamy sobie, że każda broń podobno raz w roku musi sama wystrzelić… Co więc wybierzemy? Basen czy pistolet? Co roku w USA w przydomowych basenach topi się około 550 dzieci w wieku poniżej 15 lat. Jednocze- śnie w wyniku zabawy bronią rodziców ginie około 175 dzieci. Statystyka wygląda dość niekorzystnie dla basenów… Ale weźmy jeszcze pod uwagę, że w Stanach Zjednoczonych znajduje się około 6 milionów basenów i około… 200 milionów pistoletów. Dziecko tonie w jednym na 11000 basenów, a mniej niż 1 pistolet na milion jest przyczyną śmiertelnego wypadku z udziałem dzieci! Dla dziecka basen jest ponad 100 razy bardziej niebezpieczny niż pistolet! Czasami intuicja i doświadczenie myli nas w ocenie ryzyka. Pamiętajmy o tym także na rynku kapitałowym.