Po co uczyć dziecko oszczędzania?

302

Pytanie jest dość rozsądne. Nie znam rodzica, który nie chciałby, aby jego dziecko było oszczędne. I bardzo dobrze, ponieważ oszczędzanie jest bardzo szlachetną cechą. Zanim jednak zajmiemy się JAK uczyć dziecko oszczędzania, chciałbym, abyśmy wspólnie zastanowili się, DLACZEGO byśmy to zrobili. A dokładniej: DLACZEGO uczyć dzieci oszczędzania?

Pytanie może wydawać się głupie. Cóż, wiemy dlaczego – chcemy, aby dzieci były ekonomiczne. Ciekawe tylko, dlaczego, chociaż jest to tak oczywiste, tak niewielu rodziców decyduje się kształcić swoje dzieci w tym zakresie. Wiesz dlaczego? Ponieważ wszyscy zakładają, że dziecko nauczy się, jak duże będzie. Albo że nauczy się go w szkole. Albo że musisz mieć własne pieniądze, aby nauczyć się pewnych rzeczy – więc jeśli nie chcesz, dziecko musi poczekać. W międzyczasie wszystko to nie jest prawdą.

Fatalne nawyki Polaków.

Zobacz, jak popularne są blogi Michała Szafrańskiego (http://jakoszczedzacpieniadze.pl/) lub Marcina Iwuca (http://marciniwuc.com/). Są to blogi, na których Michał i Marcin zastanawiają się, jak uczyć Polaków, jak radzić sobie z własnymi finansami. Ponieważ nie tylko dzieci nie mogą, ale także dorośli, którzy teoretycznie mają codzienny kontakt z pieniędzmi. Mam dużo wiedzy z obu tych blogów (i wielu innych) – tak, nie jestem też ideałem i ciągle uczę się robić coraz to lepiej. Zwłaszcza przy prowadzeniu firmy i zatrudnianiu pracowników. Wtedy wszystko staje się podwójnie skomplikowane, a wtedy pomoc zewnętrzna jest nieoceniona. Z całego serca polecam blogi dla chłopców, ponieważ są to normalni ludzie, którzy zwykle wyjaśniają proste i trudne rzeczy.

Co więcej, spójrz na statystyki Głównego Urzędu Statystycznego, Krajowego Rejestru Dłużników lub badania przeprowadzone przez Grupę Kruk. Polacy mają okropne nawyki finansowe. Wydajemy więcej niż zarabiamy, nie możemy oszczędzić na przyzwoite wakacje i tylko do emerytury. Ponosimy odpowiedzialność za naszą przyszłość finansową na instytucje państwowe, mając nadzieję, że „jakoś tak będzie”. A nasze dzieci patrzą i uczą się od nas. Nie musisz nic mówić, dzieci są fantastycznymi obserwatorami.

Ledwo wyleciał z gniazda, a już tonie w długach. 

Prześledźmy jedno bardzo interesujące badanie. Oryginalny raport z edukacji finansowej Polaków przeprowadzony przez TNS Polska w imieniu Grupy KRUK w dniach 14-20 sierpnia 2013 r. Znajduje się tutaj: badanie.

Cały raport dotyczy grupy wiekowej młodych ludzi, którzy dopiero stawiają pierwsze kroki w wieku dorosłym. Oznacza to, że dzieci, które właśnie przestały być, a teraz mają korzystać z tego, czego nauczyli ich rodzice. Jeśli którykolwiek z was odważy się przeczytać całą informację prasową grupy Kruk, ostrzegam, że możecie wpaść w depresję. Pokazuje kilka smutnych rzeczy:

1) Młodzi ludzie nie mają doświadczenia finansowego ani nawyków wyuczonych w domu. Po osiągnięciu pełnoletności mogą użyć dowodu, aby wziąć pożyczkę, spłacić raty i opłacić abonament. Podejmują te decyzje, nie zdając sobie sprawy z konsekwencji, które później je przytłaczają.

2) Zadłużenie Polaków nie zaczyna się od rodzin, które biorą kredyt hipoteczny, a następnie spłacają raty całe życie i żyją „od pierwszego do pierwszego”. Zadłużenie zaczyna się już na studiach, a następnie z powodu złych decyzji i braku doświadczenia w manewrowaniu budżetem domowym koło zapętla się.

3) Największe zadłużenie ma najbardziej rozwinięte miasta. Jest tak prawdopodobnie dlatego, że tam, gdzie jest „cywilizacja”, istnieje także największy konsumpcjonizm. I największa potrzeba wyrażenia siebie poprzez to, co masz. Mamy więc do czynienia nie tylko z brakiem możliwości zarządzania finansami, ale także z brakiem pewności siebie, a zatem z koniecznością nadrobienia tego zaufania poprzez zakupy.

4) W grupie wiekowej 18-30 lat średni dług na osobę wynosi 3600 zł.

5) Według ankiety 92% respondentów uważa, że ​​wczesna edukacja finansowa może przynieść korzyści w wieku dorosłym. Jednak 71% uważa, że ​​brak tej edukacji w dzieciństwie jest bezpośrednią przyczyną wszystkich tych problemów. Trudno się nie zgodzić.

Czego Jaś się nie nauczył, tego Jan nie będzie umiał. A Jasiowi przychodzi to łatwiej.

Powtarzamy, że dzieci uczą się łatwiej, mają większy potencjał i większe zdolności poznawcze. I praktycznie w każdej dziedzinie wiedzy. Będę walczył z mitem, że nie możesz nauczyć małego dziecka manewrowania pieniędzmi tylko dlatego, że są małe i nie mają własnych funduszy. Sposoby, taktyki i strategie są ponad miarę.

Ale z drugiej strony moi rodzice wcale mnie nie zaskakują. Nikt tego nie uczy. Mam na myśli – od kilku lat tak, istnieją inicjatywy dotyczące dodatkowych zajęć dla dzieci, w których czegoś uczą. Ale po pierwsze, teoria różni się od doświadczenia. Po drugie, znacznie lepsze wyniki pojawiają się, gdy dziecko uczy się w domu tak ważnej rzeczy. Od rodziców, tj. Od ludzi, od których czerpie cały system zachowań i norm.

Jeśli nie jesteś przekonany, nie będę cię już przekonywał. Ale jeśli uważasz, że jest to temat warty świeczki, zapraszam do śledzenia bloga, ponieważ następny artykuł z serii „przedsiębiorczej” będzie dotyczył JAK uczyć dzieci oszczędzania.