Ile zyskam, ile stracę i kiedy mogę dać nogę, czyli o dochodzie, ryzyku oraz płynności

537

Każdy inwestor powinien zadawać sobie te pytania, zanim na cokolwiek się zdecyduje. Można, rzecz jasna, traktować sprawę lekko (jak znajomy, który na pytanie „Ile ma dochodu”, odpowiadał niezmiennie, iż „do chodu to ma dwie nogi”). Spróbujmy jednak w kilku słowach wyjaśnić te kluczowe pojęcia.

Dochód – jeśli jest podany w określonej kwocie – oznacza różnicę między tym, ile dana inwestycja jest warta w danej chwili, a tym, ile warta była na początku. Ekonomiści (ale też i każdy z nas) uwielbiają jednak porównania. A jak sensownie porównać (pod względem dochodu) inwestycje, w które na początku wpompowano wielkie kwoty z tymi, którym wystarczyła niemal symboliczna „złotówka”? Wystarczy spojrzeć w dół… tak, brawo, chodzi o stopę! Owa stopa zwrotu (lub zysku) to nic innego, jak dochód (różnica między wartością początkową a końcową, wyrażona w pieniądzach), podzielona przez wartość początkową inwestycji. Stopy te wyrażane są w procentach i pozwalają oszacować rzeczywisty dochód, przynoszony przez różne inwestycje.

Drugim zwrotem, który warto znać, jest ryzyko. Inwestując – ryzykujesz – że zyskasz mniej, niż zakładałeś lub stracisz zainwestowane środki… ale jest też i wiadomość dla niepoprawnych optymistów – ryzykiem określa się również osiągnięcie wyższych od spodziewanych zysków.

Ryzyko, związane z inwestycjami, istnieje zawsze, nie zawsze jednak masz na nie wpływ. Rząd może upaść, prawo ulec zmianie, a ceny kruszców na światowych rynkach „oszaleć”. Co wtedy? Mogłeś to przewidzieć? Ale, jeśli ktokolwiek proponowałby Ci „złoty interes” – ogromny zysk bez ryzyka – nie wierz. Nie daj się nabrać na nieuczciwe propozycje.

I teraz czas na psychozabawę: jaki jesteś? Lubisz dreszczyk emocji? Wierzysz w swoją szczęśliwą gwiazdę? Mówią o Tobie: „gracz”? Jeśli tak – z pewnością wybierzesz inwestowanie w instrumenty finansowe o wyższym stopniu ryzyka: na nich można zarobić naprawdę wiele w krótkim czasie (ale, ale! Rozsądek podpowiada – stracić też!). Czyli 3, 2, 1… akcja! A raczej akcje – Twój żywioł. Jeżeli zaś obce są Ci  szaleństwa – może warto inwestować w pewne, sprawdzone obligacje? Co prawda zysk z nich jest mniejszy – ale pewniejszy.

A czy są inwestycje naprawdę „bezpieczne”? Oglądający reklamy powiedzą – pewnie! Obligacje skarbowe, emitowane przez państwo! Przedsiębiorstwo może splajtować – ale nie państwo. Prócz oglądania reklam warto czasem poczytać prasę – ostatnio nie jeden, a kilka krajów stanęło na krawędzi bankructwa…

I tak docieramy do trzeciego pojęcia, czyli płynności. Co prawda już Heraklit (filozof, nie ekonomista), powtarzał, że „wszystko płynie”, lecz inwestor musi wiedzieć także JAK płynie, a konkretnie – w jaki sposób i kiedy można daną inwestycję „upłynnić” (sprzedać) lub nabyć, tak, aby na tym nie stracić.