Forex i podatki

podatki na giełdzie forex

769

Mamy okres rozliczeń podatkowych i wystawiania PIT-ów. Tomasz Symonowicz z blogów BOSSA przygotował kilka wskazówek dotyczących rozliczania dochodów z rynku walutowego (forex). Są one zaskakujące w kilku miejscach…

Generalnie problem pojawia się w przypadku dochodów powstałych u brokerów zagranicznych, którzy nie mają obowiązku wystawiania inwestorom stosownych deklaracji PIT-8C, ujmujących roczne zyski/straty. Brak PIT-8C nie zwalnia jednak z konieczności samorozliczenia. Jest więc pewną wygodą posiadanie rachunku forex u polskiego brokera, który rozliczenie podaje nam na tacy.

Ale otrzymanie od brokera PIT-8C nie przeszkadza w sprawdzeniu poprawności tych wyliczeń. Na stronie bossa.pl jest krótki instruktaż jak tego dokonać (wraz z innymi informacjami praktycznymi w temacie podatków).

A jak poprawnie rozliczyć się samemu z dochodów poza Polską i na jakie pułapki można wpaść przy tej okazji?

Od czego zacząć: dokumentacja

Przede wszystkim logujemy się na swój rachunek i wyciągamy historię wszystkich operacji (nie tylko transakcji, ale i punktów swapowych) za okres 1 stycznia-31 grudnia poprzedniego roku. Zapisujemy całość do pliku w taki sposób, by widać było tam wyraźnie nasze dane. W razie problemów czy kontroli ze strony Urzędu Skarbowego taki plik będzie nieodzownym dowodem, a być może trzeba będzie go również wydrukować.

Zwykle zestawienie takie można łatwo przerzucić do arkusza kalkulacyjnego (typu Excel), co znacznie usprawni dalsze wyliczenia. A naszym zadaniem jest obliczenie przychodów i kosztów, które po odjęciu od siebie wskażą zysk do opodatkowania lub stratę. I tu zaczynają się, dziwne czasami, schody.

Koszty – i tu pojawiają się schody…

Przychód to suma wszystkich zysków uzyskanych z transakcji zakończonych na plusie oraz dodatnich punktów swapowych, i tu nie ma co do tego wątpliwości. Taką właśnie sumaryczną kwotę wpisujemy potem do PIT-38 (lub PIT-36). Liczymy TYLKO transakcje zamknięte w danym roku, bo jedynie takie podlegają opodatkowaniu.

Co do kosztów, to sprawa nieco nam się gmatwa. Prawo mówi, że: „kosztami uzyskania przychodów są koszty poniesione w celu osiągnięcia przychodów lub zachowania albo zabezpieczenia źródła przychodów”. Ale istnieje dodatkowy warunek – pozostawać one muszą w ścisłym związku z przychodami, i do związku owego (w przypadku niektórych kosztów) trzeba solidnie przekonać urzędników skarbowych w zakresie zasadności ich odliczenia.

W praktyce nie istnieje bowiem jedna i uniwersalna wykładnia. Jeśli ktoś chciałby odliczyć np. cenę jakiegoś szkolenia, to może trafić na mur. W jednym Urzędzie Skarbowym nie było z tym problemów, w innym zgody nie było. Internet jest pełen pism z interpretacjami, więc w razie czego można poszukać podobnej lub identycznej sprawy, która zakończyła się pozytywnie, i użyć wykorzystanych tam argumentów. Z pewnością nie będzie problemów z odliczeniem prowizji, ale zakup literatury czy szkoleń może być kwestionowany.

Najważniejszym jednak kosztem są… transakcje stratne. Choć wliczenie ich do pozycji „koszty”, jak robią to i nasi polscy brokerzy, nie zawsze było tak oczywiste. Na przykład w tej oto interpretacji samego Naczelnego Sądu Administracyjnego z 2010 roku mamy ładny kwiatek. Stratne transakcje nie były wcale uznane za koszt osiągnięcia przychodów! Wobec czego biedny inwestor musiałby zapłacić 19% podatku od wszystkich zyskownych transakcji, a stratne rozliczać w kolejnych 5-ciu latach. Kompletny absurd! Na szczęście wycofany w kolejnej apelacji…

Gdyby ktoś wpadł na tego rodzaju minę, poradą niech będzie ta interpretacja. W niej Dyrektor Izby Skarbowej potwierdza, że transakcje zakończone stratą zaliczają się do kosztów uzyskania przychodów. Podobnie zresztą, jak pobrane przez brokera punkty swapowe za „udzielony kredyt” (lewar) na przeprowadzenie transakcji. Suma tych składników wypełni nam rubrykę kosztów w PIT-38.

Samo sumowanie transakcji i punktów swapowych to dopiero rozwinięcie, a nie rozpoczęcie zabawy…

Przeliczanie na PLN, czyli jak ze straty robi się zysk

Kiedy mamy już pełne zestawienie transakcji, najpierw każdą z nich osobno przeliczamy z danej waluty rachunku na PLN, używając kursu NBP z dnia roboczego poprzedzającego zamkniętą transakcję. To znaczy, że KAŻDY pojedynczy powstały zysk lub stratę w momencie zamknięcia transakcji w walucie przeliczyć trzeba na złote. Zatem nawet jeśli transakcji jest tysiące, nie ma rady, każdą trzeba przeliczyć, stąd arkusz kalkulacyjny jako pomoc. Dopiero po tej operacji zsumowanie przychodów i kosztów w złotych, wpisanie ich w rubryki PITa i odjęcie, wykaże nam wielkość zysku lub straty do opodatkowania (podatkiem, przypomnę, 19%).

Istnieją rozbieżności co do tego, jak przeliczać transakcje z waluty na złote. Są bowiem używane 2 metody:

  1. tylko sam zysk lub stratę przeliczamy na PLN w momencie zamknięcia pozycji
  2. kurs otwarcia pozycji przeliczamy na PLN i mnożymy przez wielkość pozycji, potem odejmujemy to od kursu zamknięcia pozycji przeliczonego na PLN i pomnożonego przez wielkość pozycji.

Wg mojej wiedzy i w wyniku kilku rozmów oraz poszukiwań mogę podpowiedzieć, że to metoda nr 1 z powyżej wymienionych jest prawidłowa. Choć znajdowałem zdania odrębne.

I tu uwaga na kolejną pułapkę! Nawet jeśli w walucie użytej na rachunku powstała nam strata, po przeliczeniu wszystkiego na złote może się okazać, że był jednak zysk do opodatkowania, szczególnie gdy waluta wykazała się dużo zmiennością w ciągu roku! Bardzo prosto można uświadomić sobie to na prostym przykładzie.

Załóżmy dla uproszczenia, że przeprowadziliśmy w ciągu roku 2 transakcje, i w jednej udało się zyskać 1000 USD, w drugiej stracić 1100 USD. W rezultacie osiągnęliśmy stratę netto 100 PLN. Dla Urzędu Skarbowego nie ma to znaczenia, trzeba bowiem ów wynik przedstawić w złotych. I powiedzmy, że zysk powstał gdy 1 USD=4 PLN , a strata gdy 1 USD=3,6 PLN wg kursów NBP. Liczymy:

1000 USD x 4 PLN/USD = 4000 PLN

-1100 USD x 3,6 PLN/USD = -3960 PLN

4000 PLN – 3960 PLN = +40 PLN

Zamiast więc straty 100 USD, mamy do opodatkowania zysk 40 PLN!

Tak samo działa to w drugą stronę, gdy zyskaliśmy w USD, ale po przeliczeniu na złote wyszło, że była jednak strata i podatku nie będzie… Sam wynik finansowy w walucie nie przesądza więc o wielkości podatku!

Czy stratę trzeba wykazać w PITach? Nie ma takiego obowiązku, jest natomiast prawo do zrobienia tego i warto z tego skorzystać. Dlaczego? Przede wszystkim z powodu możliwości odliczenia sobie tej straty od zysków z giełdy czy forexu w kolejnych 5–ciu latach. Taka strata to przydatna tarcza podatkowa, która ma swoją wartość użytkową.

I ciekawostka przy tej okazji – można dokonać korekty swoich PITów z poprzednich lat.

Kilka ostrzeżeń na koniec

Podsumujmy:

  • Przychody to zyskowne transakcje i dodatnie punkty swapowe przeliczone na złote.
  • Koszty to stratne transakcje i ujemne punkty swapowe przeliczone na złote.
  • Zysk do opodatkowania to różnica między obiema tymi wartościami.

Muszę na koniec dodać kilka zastrzeżeń oraz przestróg.

Po pierwsze – to nie jest prawda, że podatek płaci się tylko wówczas, gdy pieniądze transferujemy z rachunku forexowego do Polski i tylko od tej przetransferowanej kwoty. Nie te przelewy stanowią bazę rozliczeń, tylko same transakcje na rachunku forexowym w danym roku, albo przynajmniej punkty swapowe gdy rachunek był nieaktywny.

Po drugie – ten poradnik nie jest wykładnią prawa, lecz podpowiedzią jak się rozliczać, zrobioną w dobrej wierze. Proszę mieć na uwadze, że urzędów wcale nie obchodzi, co podatnik wyczytał na jakimś blogu, ważne jest tylko to co zapisane w prawie lub ewentualnie w oficjalnej interpretacji.

Co gorsza – wpaść w kłopoty można z powodu nawet tego, co dowiemy się od urzędnika w okienku!!! Kanwą tej przestrogi niech będzie sprawa grupy ludzi, która walczy z ZUSem z powodu nieprawidłowego posłużenia się informacjami uzyskanymi od urzędników, na ręce których składali dokumenty. Otóż okazało się w wielu przypadkach, że dokumenty złożone były niewłaściwie, chociaż dokonano tego w dobrej wierze, przy aktywnym udziale i pomocy urzędników w lokalnych siedzibach ZUS.

Proszę jednak być ostrzeżonym, że szary urzędnik w okienku nie ma umocowań do interpretacji prawa! I nawet on może się mylić przy doradzaniu w tym, które dokumenty, kiedy i jak są wypełnione, a winę za braki formalne w całości ponosi płatnik/podatnik.

W związku z tym sugeruję, by w razie wątpliwości posługiwać się przy okienku metodami z filmów szpiegowskich. Jeśli nie mamy możliwości otrzymania potwierdzenia czegokolwiek na piśmie, to trzeba nagrać rozmowę (telefoniczną lub osobistą), nakręcić film telefonem, i pytać po 3 razy dla pewności. To i tak nie zwalnia z odpowiedzialności, ale w razie czego pozwala mieć dowód zaniedbania lub pomyłki urzędnika. To oczywiście śmieszne i tragiczne zarazem, ale skoro władza chce takimi metodami uwolnić się od błędów urzędników, potrzebujemy jakichkolwiek zabezpieczeń.

źródło blogi.bossa.pl