John Maynard Keynes – Krótka historia geniusza ekonomii

821

John Maynard Keynes, 1. baron Keynes (ur. 5 czerwca 1883 r. W Cambridge, zm. 21 kwietnia 1946 r. W Firle) – angielski ekonomista, twórca teorii interwencjonizmu państwowego w dziedzinie ekonomii i finansów państwowych. Był synem logiki i ekonomisty Johna Neville’a Keynesa (1852–1949) i Adi Florence Keynes z domu Brown (1861–1958), który był pisarzem brytyjskim.

Trudno jest znaleźć innego ekonomistę, który wywarł na nas większy wpływ. Opisywanie jego biografii, a przede wszystkim wkładu w światową gospodarkę, wydaje się zbędne. Po pierwsze, formuła tego krótkiego tekstu uniemożliwia taki opis. Po drugie, już takiego opisu dokonali inni i odsyłam tych młodych czytelników zainteresowanych życiem tego brytyjskiego ekonomisty do książek Roberta Skidesky’ego.

W tym tekście chciałbym skupić się na luźnych myślach, dzięki którym Keynes jest największym ekonomistą wszechczasów.

W poprzednim tekście na temat jednostki rozliczeniowej SDR pisałem o tym, że była to realizacja koncepcji promowanej przez Keynesa o nazwie Bancor. Niestety, Keynes nie był wtedy słyszany. W każdym razie nie pierwszy raz. To może wydawać się dziwne. W końcu, kiedy odbywały się rozmowy na temat nowego systemu gospodarczego, Keynes nie był w stanie przeforsować swojej koncepcji. Jak dobrze wiadomo, ekonomia jest nierozerwalnie związana z polityką. Keynes był genialnym ekonomistą, ale gorzej przekonał polityków. Nawet geniusze mają swoje słabości. Jego decydenci nie chcieli go słuchać. Szkoda, bo wtedy historia świata prawdopodobnie wyglądałaby zupełnie inaczej. Być może uda się uniknąć koszmaru z II wojny światowej. Ale nie przewidujmy przebiegu wydarzeń.

Podczas gdy życie naszego bohatera było dziwne, historia jest jeszcze bardziej dziwna. Jego osoba wzbudziła i nadal budzi kontrowersje. Często przypisuje się mu osiągnięcia, których nie był autorem, a o jego prawdziwym wkładzie mówi się bardzo ogólnie. Jego imię położyło podwaliny pod nowy strumień ekonomii, którego treść Keynes nie zawsze się zgadzał. A kiedy jego nauki zaczęły być wprowadzane w większości krajów półkuli zachodniej, nie żył już, aby je zobaczyć.

Zyskał rozgłos (raczej umiarkowany) zaraz po zakończeniu pierwszej wojny światowej. Był zdecydowanie przeciwny traktowaniu zwycięzców przez pokonane Niemcy. Potrzeba było dużo odwagi, aby stanąć w obronie pokonanego znienawidzonego wroga. I tak właśnie zrobił Keynes podczas negocjacji wersalskich kończących pierwszą wojnę światową.

Zemsta na przeciwniku za konflikt, który spowodował – według Keynesa – była krótkowzroczna. Rujnując sąsiada, rujnujemy siebie. Nakładanie ogromnych odszkodowań na niemiecką gospodarkę od samego początku wzbudziło jego sprzeciw. Co jest lepsze dla pokoju na świecie, zapytał retorycznie? Płacić odszkodowania nałożone przez zwycięzców lub wzmocnić gospodarkę pokonanego kraju, aby jego obywatele zaczęli kupować towary brytyjskie lub francuskie, aw rezultacie przyczynić się do dobrobytu zarówno Wielkiej Brytanii, jak i Francji? O tym wszystkim pisał w swojej pracy zatytułowanej „Ekonomiczne skutki zwycięskiego pokoju” z 1919 r.

Najwyraźniej wyprzedzając swój czas, inni często nie nadążali za jego sposobem myślenia. Nauka nie poszła jednak w las, niestety koszt opóźnienia był bardzo wysoki. Świadomi nieprzyjemnego (a raczej tragicznego doświadczenia) alianci dołożyli wszelkich starań, aby jego zalecenia towarzyszyły odbudowie Niemiec po II wojnie światowej. Co więc, gdy nie dożył nawet momentu utworzenia Republiki Federalnej Niemiec.

Prawdopodobnie jeszcze gorzką pigułką dla Keynesa była porażka z ówczesnym kanclerzem skarbu Wielkiej Brytanii Winstonem Churchillem. Chodziło o przywrócenie parytetu wymiany (funta za złoto) w tempie sprzed wybuchu I wojny światowej. Pomimo coraz bardziej chwiejnej gospodarki Wielka Brytania nadal dążyła do bycia główną potęgą globalną. I nie jest dobrze dewaluować waluty. Keynes oczywiście rozróżniał rosnące ambicje polityczne swoich rodaków od coraz bardziej ograniczonego potencjału gospodarczego krajowej gospodarki. Zrozumiał doskonale, że naleganie na nierealistyczny kurs nie tylko nie zwiększy politycznego potencjału Wielkiej Brytanii, ale nawet go uszczupli. I tak się stało.

Keynes nie był prorokiem i miał błędy. Nie był w stanie przewidzieć krachu na nowojorskiej giełdzie papierów wartościowych, co również zaszkodziło jego finansom. Paradoksalnie jednak dzięki kryzysowi spowodowanemu załamaniem na giełdzie przeszedł do historii. Zachęcał rządy do ingerowania w gospodarkę, argumentując, że sam rynek nie jest w stanie poradzić sobie z nowymi wyzwaniami gospodarczymi. Innymi słowy, rząd ma zastąpić niewidzialną rękę rynku. W ten sposób położył podwaliny pod rządowy interwencjonizm w gospodarce.

Keynes ostro sprzeciwił się początkowej reakcji rządów na wydarzenia z początku lat 30. XX wieku. Władze tamtych czasów odniosły się do tego, co można dziś nazwać ortodoksją ekonomiczną. Choć dziś trudno w to uwierzyć, próbowano zaradzić pierwszym symptomom kryzysu, podnosząc stopy procentowe, podwyższając podatki i obniżając wydatki. Keynes po raz kolejny musiał iść pod prąd. Został zwolennikiem wspierania gospodarki poprzez wydatki publiczne. Keynes powiedział, że jeśli zajdzie taka potrzeba, sensowne jest nawet zburzenie całego południowego Londynu i odbudowanie go ponownie. Chodziło o to, aby nie marnować niewykorzystanych zasobów ludzkich. Zwykł mawiać, że tego rodzaju działania są drogie, ale z pewnością nie tak kosztowne, jak nie robienie niczego. Dużo opublikował. W tym książka zatytułowana: „Oznacza dobrobyt”. Za namową przyjaciół wysłał ją do prezydenta Stanów Zjednoczonych. Opłaciło się.

W 1934 roku Keynes i Roosevelt nawet się poznali, ale jest mało prawdopodobne, aby to spotkanie miało jakikolwiek wpływ na politykę gospodarczą USA. Być może z powodu tego spotkania, które niektórzy przypisują mu autorstwo amerykańskiego programu gospodarczego (New Deal), którego Keynes nie był autorem. Nie należy zapominać, że Keynes opublikował dzieło swojego życia („Ogólna teoria zatrudnienia, procentu i pieniędzy”) dopiero w 1936 r. Dziś możemy powiedzieć, że była to rodzaj biblii dla wszystkich zwolenników wspomnianego interwencjonizmu państwowego. Wcześniej istniała niezachwiana wiara w wolny rynek i nawiązanie do myśli o innym geniuszu gospodarczym, Adamie Smithie, niewidzialnej ręce. Aż do Wielkiego Kryzysu triumfowała szkoła neoklasyczna. I to Keynes miał odwagę się jej przeciwstawić.

Kiedy świat zaczął zachwycać się pracą Keynesa, sam Keynes zaczął biec naprzód. Nie jest prawdą (jak przypisują mu jego przeciwnicy), że był zwolennikiem niekończącego się zadłużenia. Dlatego wiele jego obaw wzbudziło wielkie pożyczki, brytyjska gospodarka podczas II wojny światowej. Ale wkrótce myśli Keynesa zostały pochłonięte czymś zupełnie innym. Podczas gdy wojna wciąż trwała na świecie, Keynes musiał położyć podwaliny pod nowy porządek ekonomiczny, który miał nadążać po wojnie. Pomimo swoich ogromnych osiągnięć i uznania na świecie był w bardzo niewygodnej pozycji. Nie można zapominać, że zwycięzcy piszą kolejność. Jednak wśród tych drugich zawsze musi być hegemon, a rola ta przypada USA. Amerykańską pozycję reprezentował inteligentny, ale jeszcze bardziej kontrowersyjny, Harry Dexter White. Keynes musiał reprezentować pozycję reszty świata. Jak się wkrótce okazało, interesy USA i innych zwycięzców nie zawsze były zbieżne.

Wszyscy chcieli uniknąć Wielkiego Kryzysu, który w znacznym stopniu przyczynił się do wybuchu II wojny światowej. Keynes bardzo dobrze wiedział, że kluczem do sukcesu będzie uruchomienie mechanizmu zapobiegającego zaburzeniu równowagi. Aby tak się stało, Keynes musiałby również złożyć się w USA. Nie chcieli tego jednak i dlatego Harry Dexter White skutecznie storpedował wszystkie pomysły Keynesa, starając się poddać amerykańską gospodarkę tym samym przepisom, które miały obowiązywać w innych krajach. Dlatego jednostka rozliczeniowa Bancor nie została zaimplementowana. Powód był prosty: USA za wszelką cenę chciały zachować uprzywilejowany status własnej waluty. I jak przystało na największą moc, idą własną drogą.

Keynesowi nie udało się jeszcze ochłodzić po konferencji w Bretton Woods, stanął przed kolejnym wyzwaniem, jakim był zwrot pożyczek zaciągniętych wcześniej przez jego kraj. Negocjacje były niezwykle trudne, narzekał na ludzi z jego najbliższego otoczenia, opisując ich jako prawdziwe piekło. Nie był w dobrym zdrowiu. Cierpiał na serce, które nie znosiło kumulacji obowiązków. 21 kwietnia 1946 r. Keynes właśnie zmarł na atak serca. Nie miał dzieci, ale jak ktoś słusznie zauważył, osierocił brytyjską gospodarkę. Pomimo dwóch zwycięskich wojen stan tej gospodarki pozostawiał wiele do życzenia. Być może, gdyby żył, trudy ekonomiczne jego ojczyzny można by skrócić. I tak, Wielka Brytania potrzebowała prawie czterech dekad, aby w końcu przezwyciężyć kryzys gospodarczy.

Spuścizna po Keynesie i silny polski akcent

Chociaż wiele osób postrzega keynesizm w polityce gospodarczej USA na początku lat 30. XX wieku, jego wdrażanie rozpoczęło się po II wojnie światowej. Lata 50. i 60. były szczytem keynesizmu. Szybka odbudowa świata zachodniego po II wojnie światowej jest w dużej mierze zasługą Keynesa i innych ekonomistów reprezentujących jego poglądy.

Mówiąc o nurcie keynesizmu w nauce ekonomii, należy wspomnieć o wkładzie polskiej myśli ekonomicznej. Nie sposób nie wspomnieć tutaj o najlepszym polskim ekonomiście wszechczasów, Michale Kaleckim. Był aktywny w tym samym czasie co Keynes. Niektórzy nawet twierdzą, że w niektórych kwestiach wyprzedzał naszego bohatera. Z tego powodu niestety nie zawsze odpowiednio szanowani przez rodaków prof. Kaleckiego w Polsce ma niezaprzeczalny wkład w nurt ekonomii zwany keynesizmem.

Keynesizm można także postrzegać w kategoriach konieczności historycznej. Jego pojawienie się, a przede wszystkim rozkwit, zbiega się z pojawieniem się poważnej alternatywy dla gospodarki rynkowej, jaką była gospodarka nakazowa. Ten ostatni, wbrew powszechnemu przekonaniu, miał całkiem sporo osiągnięć (szczególnie w latach 50. XX wieku) i zanim zbankrutował pod koniec lat 80. XX wieku, wywołał wiele zamieszania w umysłach zachodnich ekonomistów. Sukcesy gospodarki nakazowej zachęciły tych ekonomistów na początku drugiej połowy XX wieku do zwiększenia roli państwa w zarządzaniu gospodarką. Dwie kwestie były ze sobą powiązane. Ingerencja państwa miała zapobiec powtórzeniu się kryzysu z 1929 r. I związanego z nim bezrobocia. Chodzi o to, że pauperyzacja społeczeństwa spowodowana kryzysem może wzbudzić sympatię dla partii komunistycznych często wspieranych przez ZSRR. Stąd interwencjonizm państwa, a jednocześnie znacznie większy szacunek dla praw własności okazały się korzystne dla krajów zachodnich z punktu widzenia zahamowania ekspansji modelu gospodarki opartej na nakazach poza blokiem wschodnim. Upadek keynesizmu nastąpił w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku, kiedy nadmierna ingerencja państwa doprowadziła do wzrostu inflacji. Interesujące jest również to, że zmierzch keynesizmu zbiega się z pierwszymi objawami, które ostatecznie prowadzą do bankructwa problemów gospodarki nakazowej. Zniknięcie tego ostatniego doprowadziło do dominacji neoliberalizmu, który możemy nazwać rodzajem zaprzeczenia keynesizmu. Kolejna kwestia, co by się stało, gdyby Keynes żył dłużej? Może zreformowałby prąd ze swojego nazwiska?

Zaledwie dziesięć lat temu keynesizm wycofał się, a niektórzy zwiastowali odejście do podręczników historii gospodarczej. Kryzys z lat 2007 i 2008 wywrócił do góry nogami porządek ustanowiony przez neoliberalną szkołę. W ciągu niespełna dwóch lat triumfalny powrót szkoły keynesowskiej. Niestety nie wpadasz dwukrotnie do tej samej rzeki i poleganie na szkole założonej w XX wieku może być ryzykowne. Świat 21 wieku przynosi nowe wyzwania. Ekonomiści czują się zagubieni. Sięgają po ryzykowne środki, takie jak ujemne stopy procentowe. I wielu z nich po cichu myśli o tym, co Keynes zrobiłby w obecnych okolicznościach. Ponieważ siedemdziesiąt lat po jego śmierci ekonomista jego kalibru jeszcze się nie pojawił …