Po co nam specjalna strefa ekonomiczna?

916

Na świecie jest około 3000. Specjalne strefy ekonomiczne (SSE) i ich odpowiedniki w 135 krajach. Dlaczego są tworzone? Jakie są argumenty za i przeciw? W Polsce dyskusja na ten temat powróciła kilka miesięcy temu, kiedy Ministerstwo Gospodarki zaproponowało rozszerzenie funkcjonowania polskiej SSE, ale Ministerstwo Finansów wyraziło sprzeciw.

Polski rząd ostatecznie opowiedział się po stronie Ministerstwa Gospodarki iw lipcu tego roku postanowił przedłużyć istnienie specjalnych stref ekonomicznych o sześć lat do 2026 roku. Nie zakończyło to jednak polskiego sporu o SSE. Teraz dotyczy zasad, na których mają działać.

Sposób na regiony z problemami

Obecnie istnieją specjalne strefy ekonomiczne i ich ekwiwalenty (np. Obszary bezcłowe), między innymi w Chinach, Indiach, Iranie, Jordanii, Kazachstanie, Rosji i na Litwie. Pierwsze wydzielone obszary, przypominające dzisiejszą SSE, zaczęły pojawiać się w latach sześćdziesiątych. Najpierw w Ameryce Środkowej i Azji Wschodniej, a następnie również w Europie Zachodniej, w tym w Niemczech, Wielkiej Brytanii, Szwecji, Włoszech, Danii, Finlandii i Hiszpanii. W latach 80. i 90. XX wieku pojawiły się w Europie Środkowej i Wschodniej. W tym w Polsce, Czechach, na Węgrzech i na Słowacji.

Dlaczego zaczęto tworzyć specjalne strefy ekonomiczne? Dlaczego działają do dziś? Zacznijmy od jednej z ich definicji:

„Specjalna strefa ekonomiczna (SSE) – odrębna część terytorium kraju, na której działalność gospodarcza może być prowadzona na preferencyjnych warunkach, tj. Przedsiębiorstwa, które uzyskały zezwolenie na prowadzenie działalności w strefie, są uprawnione do pomocy publicznej w formie zwolnienia podatkowego . ”

W Polsce jest to zwolnienie z podatku dochodowego, aw niektórych gminach również podatek od nieruchomości. W naszym kraju inwestor działający w strefie może nie płacić podatku dochodowego przez kilka lat. Do czasu zwolnienia z podatku pokrywa się od 30 do 50 procent, w zależności od regionu (im słabiej rozwinięta gospodarczo część kraju i im wyższa stopa bezrobocia, tym wyższe ulgi), koszty inwestycji lub dwuletnie wydatki na wynagrodzenia pracowników. Jednak firmom inwestującym w specjalnych strefach oferowane są nie tylko ulgi i zwolnienia podatkowe, ale także uzbrojone, niedrogie działki, dostęp do nich i inne udogodnienia.

Innymi słowy, chodzi o tworzenie obszarów o bardziej atrakcyjnych warunkach biznesowych. Przyciągnąć jak najwięcej firm i inwestycji oraz wygrać konkurencję dla inwestorów z innymi krajami. Każdy kraj prowadzi politykę gospodarczą, szuka sposobów na stymulowanie rozwoju swojej gospodarki. Jeśli ma niski kapitał, próbuje przyciągnąć zagranicznych inwestorów. Często oferując w tym celu zachęty finansowe. Jedną z tych metod są specjalne strefy ekonomiczne, które początkowo koncentrowały się głównie na wspieraniu i rozwoju produkcji eksportowej. Dziś służą również temu, ale ich inne cele to między innymi tworzenie nowych miejsc pracy, stymulowanie rozwoju określonych branż, modernizacja gospodarki i przyciąganie zagranicznych inwestorów.

Specjalne strefy ekonomiczne są również narzędziem polityki regionalnej państwa. W niektórych krajach, w tym w Polsce, jest to ich główne zadanie: przyspieszenie rozwoju gospodarczego regionów (poprzez maksymalne wykorzystanie własnych zasobów: siły roboczej, surowców, infrastruktury itp.) Dotkniętych stagnacją gospodarczą: biedniejsze, słabiej rozwinięte ominięte przez inwestorów dotkniętych wysokim bezrobociem. Tak rozumiane specjalne strefy ekonomiczne mają powstać w tych częściach kraju, w których nie warto inwestować bez zewnętrznych zachęt dla firm zewnętrznych, zwłaszcza z określonych branż.

W Polsce specjalne strefy ekonomiczne zaczęły pojawiać się w połowie lat 90. Była to odpowiedź na problemy gospodarcze, z którymi zmagał się nasz kraj po upadku prawdziwego socjalizmu. Zdecydowana większość polskiego przemysłu wciąż znajdowała się w rękach państwa, a wiele zakładów państwowych nie było w stanie poradzić sobie w nowych warunkach wolnego rynku. Duża część z nich zbankrutowała, a inni musieli przejść bolesną restrukturyzację, co oznaczało m.in. masowe zwolnienia. Wpłynęło to na całe miasta, z których wiele zależało od istnienia jednej lub kilku fabryk. Po upadku lub znacznym ograniczeniu tych fabryk, miastom towarzyszącym często groziła trwała degradacja gospodarcza i utrzymujące się wysokie bezrobocie przez lata.

Rządy Polski, Czech i Słowacji uznały, że utworzenie specjalnych stref ekonomicznych w takich centrach i słabiej rozwiniętych regionach powinno pomóc im wyjść z kłopotów gospodarczych, przyciągnąć do nich zagranicznych inwestorów i poprawić pozycję konkurencyjną przemysłu w te państwa.

Rezultaty utworzenia w Polsce SSE

W naszym kraju istnieje 14 specjalnych stref ekonomicznych. Dzięki licznym tzw. Działają w 146 polskich miastach i 210 gminach. Oto ich dotychczasowe efekty (dane na koniec 2012 r.):

  1. W polskich SSE utworzono dotąd 185 tys. miejsc pracy;
  2. Zainwestowano w nich 86 mld zł;
  3. Działają na ich terenie 1242 firmy;
  4. Tylko w 2012 r., Pomimo spowolnienia gospodarczego i niepewnej przyszłości polskich SSE, zainwestowano w nie 6,2 mld zł i utworzono 4,2 tys. Oferty pracy.

Szczególnie ważne jest, aby nasze specjalne strefy ekonomiczne naprawdę przyczyniły się do powstania miast i powiatów, których przemysł ucierpiał i skurczył się po 1990 roku. W Wałbrzychu i okolicach, gdzie w latach 90. XX wieku zamknięto kopalnie węgla i wiele fabryk, lokalna SSE utworzono do końca ubiegłego roku 32 000 miejsc pracy. Aż 50 000 powstało w katowickiej SSE, obejmując wiele miast Górnego Śląska, które miały podobne problemy jak Wałbrzych. Nowe prace. W strefie łódzkiej (w Łodzi przemysł lekki upadł po 1989 r.) – 26 000, aw Tarnobrzegu (w Tarnobrzegu zamknięto dwie duże kopalnie siarki) – 29 000.

Równie ważne było, aby w krótkim czasie polskie specjalne strefy ekonomiczne stały się dla zagranicznych firm jedną z najważniejszych zachęt do inwestowania w naszym kraju. W wielu przypadkach to właśnie SSE decydowały o wyborze danego inwestora przez Polskę. Dzięki tym fabrykom wiele znanych międzynarodowych korporacji zbudowało swoje fabryki w polskich specjalnych strefach ekonomicznych, takich jak General Motors, Toyota, Michelin, BSH i Indesit. Strefy stworzyły również dobre warunki do rozwoju firm z polskim kapitałem. Dowodem na to jest fakt, że takie przedsiębiorstwa stanowią aż 50 procent. firmy, które tam zainwestowały.

Spór o specjalne strefy ekonomiczne

Polskie specjalne strefy ekonomiczne miały funkcjonować do 2020 r. Zgodnie z założeniem, że są one potrzebne tylko na pewnym etapie rozwoju gospodarczego (w najbogatszych krajach UE strefy mają śladowy wpływ na gospodarkę i nie są wykorzystywane jako narzędzie regionalne polityka rozwoju). W obliczu spowolnienia gospodarczego, kryzysu w strefie euro i wciąż zbyt niskiej stopy inwestycji prywatnych w Polsce (znacznie niższej niż w krajach zachodnich) Ministerstwo Gospodarki zdecydowało o przedłużeniu naszych specjalnych stref ekonomicznych o 6 lat. Argumentując, że SSE „są skutecznym instrumentem konkurowania o nowe inwestycje, oferują wygodną i bezpieczną formę pomocy państwa dla budżetu państwa, nowoczesne miejsca pracy (w tych powiatach, w których istnieje specjalna strefa ekonomiczna, bezrobocie jest czasem nawet niższe o 3%, a PKB nawet o 7,5% wyższy niż w powiatach bez strefy), zwiększyły dochody do budżetów lokalnych, stymulowały władze lokalne do rozwoju obszarów, powodowały napływ innowacyjnych technologii i inicjowały tworzenie struktur klastrowych. ”

Państwowa Agencja Informacji i Inwestycji Zagranicznych (PAIIZ) oraz ekonomiści, którzy opowiadali się za przedłużeniem istnienia polskich SSE, argumentowali, że jeśli nadal chcemy przyciągać kapitał zagraniczny, musimy go dłużej utrzymywać. Ponieważ konkurencja między krajami o tę stolicę jest obecnie bardzo zacięta. Kraje konkurują również przez specjalne strefy ekonomiczne. Kontynuacja tego sposobu myślenia była następująca: Polska konkuruje o inwestycje zagraniczne głównie z krajami Europy Środkowej i Wschodniej, zwłaszcza z Czechami. Tak długo, jak w tych krajach istnieją SSE, powinniśmy je mieć.

Ministerstwo Finansów, krytykując pomysł rozszerzenia funkcjonowania SSE w Polsce, argumentowało z kolei, że jest to sposób na stymulowanie gospodarki: od 1998 r. Zwolnienia podatkowe w strefach kosztują nasz budżet państwa o 10 mld PLN. Ministerstwo zauważyło również, że w polskich strefach działają nie tylko innowacyjne firmy z sektora wysokich technologii, ale także producenci bielizny i balonów. Wiceminister finansów Maciej Grabowski zadał pytanie, czy ten rodzaj działalności również powinien być wspierany. Wyraził również opinię, że nasze strefy działają najlepiej (tj. Najwięcej inwestycji i powstają w nich nowe miejsca pracy) w tych miastach, które są już dobrze uprzemysłowione, a nie w najmniej rozwiniętych gospodarczo, z częściami o najwyższym bezrobociu w kraju. Pogląd ten był uzasadniony, ponieważ rzeczywiście duża część najlepiej funkcjonujących polskich SSE powstała w dużych i stosunkowo dobrze rozwiniętych ośrodkach (Górny Śląsk, Łódź, Trójmiasto, Bydgoszcz, Wrocław, Wałbrzych itp.). Najmniej miejsc pracy zajmowały Słupska, Suwalska, Kamiennogórska i Starachowicka SSE, tj. Peryferyjne, biedne ekonomicznie i charakteryzujące się wysokim bezrobociem w części kraju. Z drugiej jednak strony w każdej z tych stref powstało kilka tysięcy miejsc pracy, co na przykład w przypadku Suwałk oznaczało rozwój przemysłu na niespotykaną skalę w tym mieście (2,4 tys. Miejsc pracy powstało w strefie , czyli bardzo wielu, dla miasta 60 000). Należy również wziąć pod uwagę, że poszczególne strefy różnią się znacznie rozmiarem. Na przykład: Katowicka i Wałbrzyska mają po 2000 ha, a Suwalska lub Kamiennogórska 300 ha.

Polski spór o SSE jest częścią szerszej dyskusji gospodarczej. Dyskusja na temat skali i charakteru interwencjonizmu państwowego w gospodarce. Z jednej strony istnieje szkoła neokeynesowska, zgodnie z którą niektórych celów społecznych lub ekonomicznych nie można osiągnąć polegając wyłącznie na rynku. Opierając się na tym założeniu, neokeynesi twierdzą, że różnic w poziomie rozwoju gospodarczego między regionami danego kraju nie da się zrekompensować bez pomocy państwa, że ​​musi wspierać określone sektory gospodarki. Ich zdaniem dzieje się tak np. gdy w wyniku zmian cywilizacyjnych (np. rozwój technologiczny) niektóre branże znikają lub kurczą się, podczas gdy inne szybko się rozwijają. Według neokeynesian części kraju najbardziej dotknięte takimi zmianami należy dostosować do tych trendów.

Z drugiej strony mamy neoliberalną myśl, która zakłada, że ​​różnice w poziomie rozwoju gospodarczego między regionami są czymś naturalnym i najlepiej byłoby, gdyby same się zawęziły. Zdaniem niektórych przedstawicieli tego trendu specjalne strefy ekonomiczne zakłócają siły rynkowe, powodują nierówną konkurencję nie tylko między miastami (nie wszystkie strefy mają podobny poziom rozwoju gospodarczego), ale także przedsiębiorstwa. Ponieważ te, które mają siedzibę główną w strefach, a tym samym korzystają ze zwolnień podatkowych, znajdują się w lepszej sytuacji niż firmy działające poza strefą. Można powiedzieć, że każdy może przenieść swoje przedsiębiorstwo do strefy. Nie jest to jednak takie oczywiste. W niektórych przypadkach po prostu niemożliwe jest przeniesienie siedziby firmy do innego miasta, np. gdy jest to związane z lokalnym rynkiem. Ponadto przeniesienie siedziby głównej do strefy jest dość kosztowne i nie zawsze opłacalne. Zwykle nie jest to opcja dla małych firm.

Kto ma rację w tym sporze, będzie prawdopodobnie otwartym pytaniem na wiele lat.