Tym razem będzie inaczej?

375

Ryzykowne aktywa znajdują się pod presją na początku tygodnia z rosnącą liczbą przypadków koronaawirusa poza granicami Chin. To, co wydawało się być pod kontrolą władz Pekinu, teraz znów wydaje się być poza ich kontrolą, a odpowiedzialność spoczywa na decydentach w Korei Południowej, Włoszech i Kanadzie. Rynki jak dotąd nie doceniały ryzyka związanego z wirusem, ale może być trudno nadal opierać się faktom.

Niezależnie od tego, czy chodziło o wiarę w globalną ekspansję monetarną, czy też o determinację władz chińskich w kontrolowaniu epidemii, rynki finansowe nie przejęły się zbytnio wirusem, a indeksy giełdowe w Stanach Zjednoczonych i Europie poprawiły historyczne dane. Ostatecznie to, co ucierpi gospodarka w tygodniach, w których epidemia się skończyła, powinno w następnych miesiącach nadrobić wsparcie fiskalne. Szok jest krótkotrwały, ale świat stoi teraz w obliczu przedłużającej się epidemii, strachu przed wyjściem na ulice i zwiększonej niepewności biznesu. I to nie tylko w Chinach, ale po doniesieniach z Korei Południowej, Włoch i Kanady – w wielu zakątkach świata. Jest to zupełnie nowy rodzaj ryzyka, które do tej pory nie było brane pod uwagę przez rynki. Czy teraz w pełni go obliczą? To jest najtrudniejsze pytanie. Nie da się oszacować tendencji na podstawie liczby pacjentów skorygowanej o wskaźnik śmiertelności. Spirala strachu może łatwo sprowadzić rynki akcji o 5 procent, sprowadzić cenę złota powyżej 1700 dolary amerykańskie za uncję i sprowadzić pogromy na ryzykowne waluty. Inwestorzy mogą jednak zacząć dyskontować przyszłość po epidemii, gdy gospodarki się ożywią. Ceny aktywów o podobnych możliwościach mogą teraz odzwierciedlać jakość makrowskaźników od marca (pokazujących apogeum obaw przed wirusem) lub od III kwartału tego roku (okres pełnego ożywienia). Prawdopodobnie Wall Street udzieli odpowiedzi, którą inne rynki będą kopiować.

Na rynku walutowym mamy do czynienia z klasycznym schematem risk-off. Ryzykowne waluty (głównie towarowe) mocno tracą, a USD i JPY pozostają silne. Status „bezpiecznej przystani” uchroni dolara przed negatywną reakcją na fatalne odczyty PMI z USA w piątek. Należy zauważyć, że osłabienie USD do EUR i JPY po danych miało niewiele wspólnego z pesymistyczną oceną podstaw, a tym bardziej z panicznym zamykaniem długich pozycji w USD, które narosły na tych krzyżach w poprzednich dniach. Ta obawa przed nieznanym w tym tygodniu może utrzymać presję na USD na tych parach, ale nie będzie to oznaczać, że inwestorzy nagle zobaczą EUR i JPY jako lepsze. Mimo to, USD jest walutą pierwszego wyboru. Stan gospodarek strefy euro i Japonii jest znacznie gorszy niż Stanów Zjednoczonych, a to odegra ważną rolę, gdy inne aspekty tej waluty będą traktowane jednakowo (tendencja banków centralnych do rozluźniania się, stan rynku akcji). Szok ekonomiczny będzie jednak kulą u nogi dla walut surowcowych, co widać już dziś z resztą świata po korelacji najgorszej NOK z ropą naftową.

Niepewność oznacza również światło ostrzegawcze dla inwestycji w ryzykowne aktywa rynków wschodzących. Złoto jest częścią tego zasobu i jego amortyzacja nie omija go. Niemniej jednak EUR/PLN o godz. 4.30 wkracza w obszar lokalnego wykupu – w ciągu ostatniego roku tylko w czterech przypadkach kurs walutowy uciekał do wyższych poziomów, z których dość szybko powracał. W ostatnim czasie polski rynek nie był celem masowego napływu kapitału zagranicznego, który mógłby teraz uciec i spowodować silne dyskonto złotego. Globalna awersja do ryzyka jest zagrożeniem, że nic nie da się uniknąć, ale poza tym scenariuszem potencjał deprecjacji złotego powinien być już wyczerpany.