Czy holenderskie wybory parlamentarne spowodują kolejny szok gospodarczy w Unii?

735

Holenderskie wybory parlamentarne, mające odbyć się w dniu 15 marca 2017 roku przykuwają uwagę całego świata. Uznawane są za barometr siły populistycznej w Europie. Holandia, historycznie uważana za zwolennika wolnego handlu, za liberalny kraj oraz za jednego z “ojców założycieli” Unii Europejskiej, na przestrzeni ostatnich kilku lat doświadczyła znacznego wzrostu antyimigracyjnych oraz eurosceptycznych nastrojów, tak samo jak inne kraje Unii.

Chociaż prawicowa Partia Wolności Wildersa (PVV) plasuje się minimalnie za Partią Liberalną Rutta (VVD), populistyczny ruch w Holandii zyskał na sile w obliczu niedawnych napięć z Tureckim ministrem. Mimo iż kiedyś Wilders nie brał udziału w polityce, na przestrzeni ostatnich lat jego popularność gwałtownie wzrosła. Postrzegany jest jako jeden z najbardziej wpływowych polityków skrajnej prawicy w Europie. Perspektywa wygranej populistycznego lidera partii doprowadziła do obaw o kolejny Brexit lub szok wyborczy w stylu Trumpa, a to mogłoby zakłócić porządek na rynkach finansowych.

Główni bohaterowie

Mark Rutte, obecny Premier oraz lider Partii Ludowej na rzecz Wolności i Demokracji walczy z Geertem Wildersem ze skrajnie prawicowej Partii Wolności. Z rosnącą holenderską gospodarką oraz bezrobociem, które spada do poziomów sprzed kryzysu, cała retoryka wyborcza skupia się na sprawach związanych z migracją oraz integracją.

Obydwaj kandydaci kładą nacisk na tożsamość narodową oraz jedność, a Mark Rutte otwarcie przyznaje, że osoby które nie chcą dostosować się do holenderskich wartości, powinny “zachowywać się normalnie lub wyjechać”. Z drugiej strony, lider partii PVV, Geert Wilders obiecał “de-Islamizację” Holandii blokując napływ imigrantów z krajów muzułmańskich, zamknięcie meczetów oraz muzułmańskich szkół a także zakazanie Koranu. Zobowiązał się także do wycofania Holandii z Unii Europejskiej, zamknięcie Holenderskich granic oraz zwiększenie wydatków na bezpieczeństwo oraz obronę. Przeciwieństwem jest Rutte, zajmuje on postawę pro-unijną, wspiera lepszą współpracę w Unii dotyczącą migracji lecz popiera oszczędności budżetowe i uważa że Państwa które nie przejdą reform powinny być wyrzucone.

Kto ma przewagę według sondaży?

Obydwaj kandydaci wydają się iść “łeb w łeb”; według Holenderskich prognoz partia VVD zdobędzie 24 z 76 mandatów potrzebnych do utworzenia koalicji, PVV ma szansę na 22 mandaty. Nalezy jednak wziąć pod uwagę rosnącą popularność Wildersa, na przestrzeni ostatnich dwóch miesięcy zdołał zdobyć nie lada przewagę. Sondaże na początku marca przewidywały bezsprzeczne zwycięstwo partii Wildera, szacując zdobycie 29 mandatów względem 25 mandatów partii Rutta.

Perspektywa Wildera jako Premiera ma jednak poważną wadę, większościowe partie wykazały niechęć do utworzenia koalicji z Partią na rzecz Wolności. Już sam ten fakt wskazuje na możliwość powstania bałaganu politycznego i może doprowadzić do politycznego impasu w wyborach. Co ciekawe, utworzenie koalicji w Holandii może zająć dwa miesiące lub nawet dłużej. Przedłużające się negocjacje zwiększą niepewność i mogą osłabić nastroje wobec euro w krótkim terminie.

Wpływ na rynek

Do tej pory rynki nie zareagowały na niepewność związaną z wyborami w Holandii. Wygląda na to, że globalne rynki finansowe z jednej strony zerkają na wybory w Holandii, z drugiej strony skupiają większość uwagi na wyborach we Francji, gdzie liderka skrajnej prawicy, Le Pen, ma więcej do stracenia. Oczywiście, dobre wyniki Wildersa prawdopodobnie wzmocnią poparcie dla Mariny Le Pen we Francji.

Oczekuje się, że nastąpi znaczny wzrost zmienności na rynkach walutowych w dniach poprzedzających wybory, podczas zbliżania się dwóch Euro-negatywnych scenariuszy. Pierwszy – perspektywa populistycznego lidera prowadzącego w wyborach. Drugi – niemożliwość utworzenia rządu bez jego udziału.

Niezależnie od wyników wyborów w Holandii, prawdopodobnie euro w tym roku zostanie pod presją, ze względu na szereg wydarzeń powodujących gwałtowne ruchy na rynkach, między innymi zbliżające się wybory we Francji, Niemczech, kryzys w Grecji a także skorzystanie przez Wielką Brytanię z Artykułu 50.