Analiza techniczna podpowiada, jak zarabiać na spadkach

giełda

948

Dłu­go­trwa­ła bes­sa to do­sko­na­łe wa­run­ki dla in­we­sto­rów po­sia­da­ją­cych krót­kie po­zy­cje w kon­trak­tach ter­mi­no­wych.

Gra na spadki w czasach hossy przed kryzysem była dość niewdzięcznym zajęciem. Co prawda, co jakiś czas zdarzały się nawet silne zniżki notowań, ale niedługo potem indeksy giełdowe uporczywie powracały do trendu wzrostowego, nie tylko odrabiając całe straty, ale wkrótce ponownie bijąc historyczne rekordy. W końcu jednak cierpliwość inwestorów gotowych do gry na spadki notowań została nagrodzona. W ciągu 12 miesięcy bessy indeks WIG20 zniwelował większość hossy i cofnął się do poziomu sprzed 5 lat.

Jednym z najprostszych sposobów zarabiania na zniżce notowań jest utrzymywanie krótkiej pozycji w kontraktach terminowych. Cała sprawa polega na tym, by pozycję taką mieć jedynie w czasie trendu spadkowego. Oczywiście w czasie hossy, zwłaszcza tak długotrwałej jak ostatnia (rozpoczęta w 2003 r., a zakończona dopiero w połowie 2007 r.), nieprzerwane utrzymywanie krótkiej pozycji doprowadziłoby do ogromnych strat, a nawet bankructwa.

Fundamenty, a giełda

W jaki sposób osiągnąć więc kompromis między ryzykiem a potencjalnymi zarobkami w czasach, gdy większość inwestorów decyduje się na sprzedaż akcji, by uniknąć rosnących strat? W teorii rozwiązań jest sporo. Można opierać decyzje inwestycyjne np. na ocenie sytuacji makroekonomicznej. Z dzisiejszej perspektywy widać, że z pozoru mało groźne wydarzenia (jak korekta wywindowanych wysoko cen amerykańskich nieruchomości) mogą okazać się zapłonem uruchamiającym machinę skomplikowanych procesów gospodarczych, owocujących ostatecznie recesją i powszechną paniką na rynkach finansowych. Inwestorzy potrafiący trafnie ocenić perspektywy gospodarcze w takiej sytuacji mają podstawy do otwierania krótkich pozycji.

Problem w tym, że analiza zjawisk gospodarczych jest zadaniem niewdzięcznym pod dwoma względami. Po pierwsze, nawet profesjonalni ekonomiści mają poważne trudności z oszacowaniem momentu rozpoczęcia potencjalnego kryzysu, nie mówiąc już o jego skali i czasie trwania. Nie bez przyczyny już dawno temu powstało ironiczne stwierdzenie, że ekonomiści trafnie przewidzieli 10 z ostatnich pięciu recesji.

Po drugie, nawet trafne przewidzenie nadchodzącego krachu gospodarczego nie zawsze musi być równoznaczne ze wskazaniem precyzyjnego momentu otwarcia krótkiej pozycji. Do czasu spełnienia się czarnego scenariusza rynek akcji może jeszcze przez długi czas iść w górę, pompując bańkę spekulacyjną. Słynny brytyjski ekonomista John M. Keynes stwierdził, że „rynek może pozostać nieracjonalny znacznie dłużej, niż inwestor pozostanie wypłacalny”.

Trend najważniejszy

Jednym z rozwiązań tego problemu jest analiza techniczna. Zasada jest prosta – krótkie pozycje powinny być otwierane wyłącznie wówczas, gdy pojawi się techniczny sygnał sprzedaży. Zamykać je z kolei należy albo w przypadku gdy pojawi się sygnał kupna, albo gdy kursy spadły tak bardzo w tak krótkim czasie (osiągając silne techniczne wyprzedanie), że jest duże ryzyko odbicia notowań.

Gama narzędzi analizy technicznej jest niezwykle szeroka. Niekoniecznie jednak sprawdza się zasada mówiąca, że im bardziej skomplikowana metoda analizy, tym jest lepsza. Z powodzeniem można założyć, że trafne decyzje inwestycyjne można podejmować na podstawie nawet najprostszych narzędzi.

Jednym z filarów analizy technicznej są wsparcia i opory, wyznaczane np. na podstawie ostatnich dołków i szczytów. W poniższych przykładach pokazujemy, że przebicie przez WIG20 takich poziomów jest nierzadko zapowiedzią dalszego silnego ruchu notowań.

Chociaż zdarza się, że sygnały techniczne okazują się błędne, to kluczowy jest ostateczny rozrachunek między wynikami z transakcji przynoszących straty oraz tymi, które przyniosły sukces. W strategiach opartych na analizie technicznej ważne jest, by stale kontrolować ryzyko, nie doprowadzając do nadmiernych strat, a jednocześnie by „pozwolić rosnąć zyskom”, nie zamykając przedwcześnie pozycji. Ucinanie zawczasu strat jest na rynku kontraktów terminowych szczególnie ważne z powodu dużej dźwigni finansowej, która potrafi zwielokrotnić nie tylko zyski, ale też bardzo szybko uszczuplić kapitał.

Futures na WIG20 – przebicie wsparcia

Zwo­len­ni­cy ana­li­zy tech­nicz­nej bar­dzo ce­nią sil­ne tren­dy, a ta­ka była wła­śnie trwa­ją­ca jeszcze w końcu 2008 roku bessa. Wów­czas bo­wiem więk­szość sy­gna­łów oka­zu­je się traf­na. Przyj­rzyj­my się przy­kła­do­wej trans­ak­cji. W po­ło­wie wrze­śnia 2008 roku kurs kon­trak­tów na WI­G20 prze­bił wspar­cie, ja­kim był lip­co­wy do­łek (2408 pkt). Był to jed­no­znacz­ny sy­gnał otwar­cia krót­kiej po­zy­cji, tym bar­dziej że ruch ten był zgod­ny z wie­lo­mie­sięcz­nym tren­dem spad­ko­wym. Za­łóż­my, że przy­kła­do­wy in­we­stor otwo­rzył krót­ką po­zy­cję po kur­sie 2364 pkt. Ko­lej­ne dwa ty­go­dnie wy­sta­wi­ły jed­nak je­go ner­wy na pró­bę, po­nie­waż pod ko­niec wrze­śnia no­to­wa­nia po­wró­ci­ły po­nad prze­bi­te wcze­śniej wspar­cie. Zgod­nie jed­nak z ana­li­zą tech­nicz­ną, po­wrót po­nad wspar­cie nie jest rów­no­znacz­ny z prze­kre­śle­niem wcze­śniej­sze­go sy­gna­łu – do te­go po­trzeb­ne by­ło­by prze­bi­cie po­zio­mu opo­ru lub speł­nie­nie re­gu­ły, o któ­rej mo­wa w na­stęp­nym przy­kła­dzie. In­we­stor zde­cy­do­wał się za­tem trzy­mać krót­ką po­zy­cję i cze­kać na roz­wój wy­pad­ków. De­cy­zja oka­za­ła się słusz­na, po­nie­waż wkrót­ce po­wró­ci­ły spad­ki. Paź­dzier­nik przy­niósł gwał­tow­ną wy­prze­daż. Gdy­by in­we­stor za­mknął po­zy­cję wraz z pierw­szym sil­nym od­bi­ciem (pod ko­niec paź­dzier­ni­ka), to mi­mo że nie uda­ło mu się „zła­pać doł­ka”, za­ro­bił­by pra­wie 600 pkt, czy­li w prze­li­cze­niu na każ­dy kon­trakt – 6000 zł (wstęp­ny de­po­zyt za­bez­pie­cza­ją­cy wy­no­sił w tym przy­pad­ku oko­ło 2,4 tys. zł).

Futures na WIG20 – fałszywy sygnał

Nie za­wsze sy­gnał pły­ną­cy z ana­li­zy tech­nicz­nej oka­zu­je się traf­ny. Wów­czas klu­czo­we jest szyb­kie ucię­cie nie­bez­piecz­nie ro­sną­cych strat. Ja­ko przy­kład weź­my pod uwa­gę sy­tu­ację z po­ło­wy 2007 ro­ku. W po­ło­wie sierp­nia 2007 r. kurs kon­trak­tów na WIG20 prze­bił do­łek z po­ło­wy ma­ja (3434 pkt), da­jąc tym sa­mym sy­gnał do otwar­cia krót­kiej po­zy­cji. Hos­sa by­ła jed­nak upar­ta – po krót­kiej prze­ce­nie no­to­wa­nia za­czę­ły po­wra­cać do tren­du wzro­sto­we­go. Je­że­li in­we­stor, któ­ry otwo­rzył krót­ką po­zy­cję, nie za­do­wo­lił się skrom­nym zy­skiem z pierw­szych dwóch dni po re­ali­za­cji trans­ak­cji, sta­nął w ob­li­czu ru­chu prze­ciw­ne­go do swo­ich ocze­ki­wań. Gdy­by trzy­mał krót­ką po­zy­cję wbrew ryn­ko­wi, mo­gło­by to się skoń­czyć dra­ma­tycz­ny­mi stra­ta­mi. W cią­gu ko­lej­nych dwóch mie­się­cy kurs wzrósł o oko­ło 15 proc., co ze wzglę­du na dźwi­gnię fi­nan­so­wą mo­gło­by ozna­czać na­wet kil­ku­dzie­się­cio­pro­cen­to­we stra­ty. Kie­dy za­tem in­we­stor po­wi­nien za­mknąć fe­ral­ną krót­ka po­zy­cję? W tym przy­pad­ku spraw­dzi­ła się pro­sta re­gu­ła mó­wią­ca, że z ryn­ku na­le­ży się wy­co­fać, je­że­li kurs wzrósł po­wy­żej prze­bi­te­go wcze­śniej wspar­cia o wię­cej punk­tów, niż po­cząt­ko­wo spadł po prze­ła­ma­niu te­go wspar­cia. W tym przy­pad­ku po­cząt­ko­wa zniż­ka po prze­bi­ciu ma­jo­we­go doł­ka wy­nio­sła 169 pkt, tak więc krót­ką po­zy­cję na­le­ża­ło za­mknąć po póź­niej­szym wzro­ście po­wy­żej 3603 pkt.